IMG_6134

Nostalgia

Mamy poniedziałek. Mąż wyszedł załatwiać sprawy na mieście, a mnie podczas picia kawy natchnęło, że w końcu stworzę wpis, który od kilku dni chodzi mi po głowie.

To nie jest żaden wielki powrót na bloga, ale w ostatnim czasie przeglądałam folder ze zdjęciami, a tam kryła się jedna ze stylizacji, której nigdy Wam nie pokazałam. Była uchwycona już pod koniec moich regularnych działań i dobrze, że się nie zakurzyła czekając w czeluściach komputerowego dysku na swój wielki dzień. I dziś nieoczekiwanie jest ten dzień, choć szczerze, myślałam, że już nigdy nie nastąpi. Ale podoba mi się ten zestaw, dziś mimo że minął już prawie rok, dalej uważam, że z przyjemnością bym się tak ubrała. Czy wiele się we mnie zmieniło? W wyglądzie z pewnością nie, wróciłam jedynie do krótkich włosów, których tutaj nie widać. Wewnętrznie – myślę, że całkiem sporo, choć zmian nie potrafię jeszcze określić, czy na dobre, czy na złe.


IMG_6149


Ale może od początku.

W sierpniu minionego roku kończył się nam abonament na domenę. I choć padło wiele mocnych argumentów, że utrzymywanie Neonowej nie ma sensu, ja nie potrafiłam się od tej strony odciąć i usunąć jej z sieci. Sumienie mi nie pozwalało, a tak naprawdę od sumienia bardziej poczucie sentymentu. Każdy, kto tu zagląda, wie że to już nie jest ta sama Neonowa. To Neonowa, w którą czasem tchnę nieco życia, by na kolejnych kilka miesięcy o niej zapomnieć. To nie ta sama strona, na którą regularnie Was zapraszałam raz, czasem dwa czy trzy razy w tygodniu. Bo też nie jestem już tą samą dziewczyną. Sam fakt, że do napisania tego wpisu potrzebowałam kilka miesięcy jest najlepszym dowodem jak bardzo odpuściłam moje blogerskie poczynania w sieci na rzecz kwiatów. Dokładnie, KWIATÓW.

Ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Gasłam już 3 lata temu, ale jeszcze nadal próbowałam do Was nadawać, nie z taką częstotliwością, ale wciąż. A zaczęło się od pewnego wyjazdu nad morze, gdy pękłam i powiedział sobie, że mam dość kojarzenia każdego wyjazdu z sesją zdjęciową, szykowania się pod to, planowania, obmyślania miejscówek, złoszczenia na tyle straconych okazji i tak naprawdę ograniczonego odpoczywania. Naprawdę, lubiłam to co robiłam, ale też czułam wieczną presję, którą nakładałam sama na siebie. Presję utraconych okazji na idealne zdjęcia. Powtórzę, utraconych okazji na idealne zdjęcia, zamiast na przeżycie idealnych chwil. Później złość, kłótnia samej z sobą, odbijająca się na innych i momentalnie humor odebrany.


IMG_5923

IMG_6138

IMG_5950


Wróciliśmy z nad morza. Ochłonęłam. Wrzuciłam na luz. I ten luz zaczął być już odczuwalny w tym, co publikowałam. Coraz rzadsze posty, coraz delikatniejszy makijaż, coraz mniej ambitne kadry – zeszłam do prostych ujęć stylizacji, które też wbrew pozorom bardzo lubię, bo zawsze chciałam Wam na szybko przekazać wybraną stylówkę, bez udziwniania, z wrażeniem jakby ktoś uchwycił mnie podczas jednego z tygodnia mody w znanej europejskiej stolicy. O ten klimat zawsze walczyłam, bo o takim wyjeździe i wyróżnieniu długo marzyłam. Powtrzymał mnie chyba brak odwagi, nie do pokazywania stylizacji, a do znalezienia się w takim miejscu, w odpowiednim czasie. Czyli standard, strach przed nieznanym.

Później przyszła pandemia, z którą chyba nikt nie sądził, że będziemy żyć do dziś. Dwa tygodnie kwarantanny i życie wróci do normalności. Nigdy nie wróciło. Neonowa poszła jeszcze bardziej w odstawkę, utraciłam wtedy wszelakie chęci do strojnego ubierania, wychodzenia, klikania zdjęć, nadawania na blogu, wszystko wydawało się takie błahe, a odpowiedź na wszystko znajdowałam w kwiatach, które coraz lepiej zaczynały rokować na życiowy biznes (zresztą, dalej tak jest).

I nastąpił moment wypalenia. Że nie wiem, co mam Wam pokazać, bo do pracy z kwiatami chodzę w dość wygodnych ubraniach i zaczyna mi brakować czasu na zdjęcia, a może bardziej sił i pomysłów. Pomysłów również brakowało na to, co mogłabym Wam powiedzieć, bo od pewnego momentu, który był już jakby wieki temu, czułam że wrzucanie tu samych zdjęć bez tekstu jest bez sensu, bo te moje myśli, one są tu kluczowe, one uzupełniają całość, one sprawiają, że te stylizacje są coś warte, więcej niż ładny obrazek.


IMG_5957

IMG_6061

IMG_6122


Zaglądałam sobie czasem na Neonowa, tak rzadko, że przeglądarka już prawie zapomniała o istnieniu takiej strony, musiałam wpisywać cały adres. Trochę smutne, mocno nostalgiczne. Ten blog to kawał mojego życia. Dosłownie ŻYCIA. Przez to wszystko, o czym Wam tu pisałam. Do niektórych wpisów sama z chęcią wracam i czytam i płaczę. Najpewniej z tęsknoty i z poczucia, że już tak nie potrafię, jakby się coś popsuło. A to po prostu życie poszło do przodu, ja się zmieniłam, zmieniły się moje zainteresowania, zmienił się mój styl pracy i działań. Od pochwał jak pięknie wyglądam, wolę czytać co niesamowitego stworzyłam. Ja chowam się w cień, to jak wyglądam, jak jestem ubrana, uczesana, umalowana, czy mam jakieś myśli do przekazania. Na światło dzienne wychodzi to, co potrafię zrobić bez pokazywania siebie, jako ciała. I to zaczęło mieć dla mnie wartość. Ujście znalazłam w kwiatach, a te pozostały tak pozytywne, jak zawsze pozytywnie Wam się tu prezentowałam.

Ostatnio na Instagramie zapytałam Was, co sprawia, że ze mną jeszcze jesteście, gdy wiem, że głównie to mnie nie ma. Powiedzieliście, że dla treści i zdjęcia. Gównie już te archiwalne, ale to piękne. Bo wtedy, gdy działałam na bieżąco, przed oczami miałam cel, by dotrzeć jeszcze dalej. I choć chciałam, to chyba jednak dość za mało doceniałam to, co mam. Dziś tym celem jest to, by ktoś, ktokolwiek tu trafi, odnajdował chociaż odrobinę radości. Uśmiechnął się do dziewczyny ze zdjęć, zainspirował połączeniami i poruszył przekazanymi słowami.

Comments

comments

Dodaj komentarz