Processed with VSCO with e4 preset

Te, które są ze mną latami.

Pewnego razu, gdy sypnęło śniegiem w Białymstoku, a Paniusia nie miała ochoty się stroić tylko wskoczyć w wygodne ubrania. Ubrania, które w szafie ma od lat. Zaczynając od czapki – tu myślę, że będzie z 8, spodnie – obstawiam 6, torebkę – jakieś 4, sweter i płaszcz – 2, a jedynie buty są z zeszłego roku. Wszystko uwielbiam. Wszystko miałam na sobie tyle razy, że ciężko mi zliczyć. Wszystko przetrwało ze mną szmat czasu (poza butami oczywiście) – jak sami widzicie i trzyma się nieźle. I co najważniejsze – bez każdej z tych rzeczy nie wyobrażam sobie moje garderoby.

Lubię ubrania, które mogę stylizować na milion sposobów. Które mogę nosić na okrągło. Które dobrze wyglądają po jednym, drugim, trzecim, piątym praniu. Lubię ubrania, które nie są na raz. Które nie wzbudzają we mnie poczucia winy, że wydałam niesłusznie pieniądze i nie mogę się daną rzeczą nacieszyć, bo wygląda kiepsko lub mi nie leży. Nie pasuje do mnie, do mojej garderoby, ale już się pojawiła i jest. Nadaję im drugie życie, przekazuję dalej. Czasem rodzinie i bliskim, czasem potrzebującym, czasem sprzedając.


Processed with VSCO with e4 preset


Wychodząc na te zdjęcia moim zamysłem było pokazanie jak się ubieram, gdy nie stroję się w sukienki. Ale, w międzyczasie, czyli od momentu zdjęć do chwili, kiedy piszę ten tekst, zdążyłam natrafić w sieci na filmik na YouTube pewnej stylistki – Zophii, która mówiła o ekologii w modzie. Strasznie mi przypasował ten temat akurat do tej stylizacji, która jest idealnym potwierdzeniem tego, że może święta nie jestem, ale jednak chociaż w jakimś stopniu, chociaż minimalnym, nie przykładam do się do totalnej masówki, jeśli chodzi o marnowanie ubrań. Właśnie, bo w swojej szafie zbieram ubrania, a nie przebrania.

Zosia w swoim filmiku wspomniała, że Amerykanie w ciągu roku zakupują średnio 68 rzeczy – ubrań i dodatków. Skusiło mnie to do podliczenia tego, ile nowych rzeczy pojawiło się w mojej garderobie w 2019 roku. I choć myślałam, że znacznie mniej, niż podliczyłam, to jednak wciąż o połowę mniej niż ma to miejsce w Stanach. W mojej szafie pojawiło się 31 nowych rzeczy. Nie wliczam w to już bielizny, gdyż uważam, że ona powinna być poza kategorią. Chyba przyznacie mi rację, że poziom znoszenia bielizny różni się o znoszenia butów, spodni, czy torebek.

31 nowych rzeczy, w tym kilka nowości od marek, ale znacznie mniej niż w 2018 roku, co wynika głównie z tego, że bardzo mocno ograniczyłam współprace. Staram się przedstawiać Wam wyselekcjonowane produkty i marki, które trafiają do mnie całą swoją kolekcją, a nie jedynie jakąś jedną rzeczą ze sklepu, bądź marki, które uwielbiam od lat. Stąd też tak bardzo ograniczyła się ilość paczek, co za tym idzie – zmniejszona lawina nowych rzeczy, które później bardzo często okazywały się ubraniem na jedno wyjście, gdyż albo nie pasowała mi jakość, albo krój, a warunki współpracy zobowiązywały do przedstawienia danej rzeczy w sieci.


Processed with VSCO with e4 preset


Mocno też ograniczyłam swoje zakupy. Ograniczyłam zakupy w sieciówkach, stawiając na polskie marki i wyższą jakość ubrań, na które się decyduję. Staram się nie działać impulsywnie. Kupuję przemyślane ubrania, co nie oznacza, że jedynie klasyczne. Skądże, są też i te szalone, ale pod warunkiem, że widzę je przy okazji wielu wyjść, a nie tylko jednego. Z pewnością nie panuję nad zakupem torebek 😀 Ale akurat w tym przypadku muszę się usprawiedliwić.

Po pierwsze – niemalże wszystkie moje zakupione torebki pochodzą z wyprzedaży.
Po drugie – rzadko kiedy zdarza się tak, że z każdym nowym sezonem pojawiają się nowe torebki w mojej garderobie. Bywa tak, że w żadnym sklepie nie znajduję sobie torebki, na które chciałabym poświęcić swoje zaoszczędzone pieniądze, nawet jeśli ma to być tania opcja z sieciówki.
Po trzecie – torebki są u mnie rzeczą niemalże niezniszczalną. Mam ich sporo i większość z nich używam. Do tego staram się o nie bardzo dbać i te, które mają woreczki, przechowywane są w workach. Co więcej, każda z nich ma swoje miejsce w szufladzie i rzadko jakieś torebki leżą na sobie, zazwyczaj te typu „worek” lub płaskie niczym kopertówki. A co więcej, torebki zostają ze mną na lata. Niektóre mam znacznie dłużej niż tę z powyższych zdjęć.
Po czwarte – dzięki szerokiej gamie torebek czuję, jak możliwości stylizacyjne mojej garderoby są znacznie większe. Dzięki temu nie potrzebuję jeszcze kolejnego swetra czy koszulki, bo całą sprawę rozwiązuje ciekawa torebka. I tak zwykły zestaw składający się z swetra i jeansów mogę nosić na kilka sposobów, czyli mniej więcej tylu, ile mam torebek, albo ile torebek z mojej garderoby do niego pasuje, a z pewnością wiele.

Gorzej jest z butami, bo te, choć niektóre też są ze mną kilka lat, są niestety w gorszym stanie niż porównywalnie torebki o tym samym stażu, bo zwyczajnie chodzę jak sierota i z łatwością – ale nie przyjemnością, przychodzi mi ich niszczenie – oczywiście zazwyczaj w najmniej oczekiwanych momentach. Dlatego też staram się nie inwestować kosmicznych sum w buty, ale mimo wszystko wciąż staram się również o nie dbać i nie zasypywać swojej szafy wciąż nowymi parami (chyba, że wszelkie pozostałe są na wymarciu i to już jest ewidentnie czas na zmiany :D).

***

Och, zmiany. Tak naprawdę lubię je tylko w modzie, choć gdy przywiążę się do jakiejś rzeczy, a jest takich mnóstwo i dzieje się to bardzo często – zostaje ona ze mną na lata. Oczywiście, co sezon potrafię wywalić z szafy worek ubrań, jak i nie więcej, ale to też dlatego, że czyszczę ją z rzeczy, które nazbierałam przez długie lata, kiedy zakupoholizm mną rządził. W ostatnich latach natomiast dochodzi coraz mniej nowości (w porównaniu do poprzednich sezonów) i myślę, że z każdym czyszczeniem szafy tych rzeczy będzie mniej. Ale z pewnością będą. Coś się niszczy, coś się znudzi – wiadomo, jest to naturalna kolej rzeczy. Jednakże czuję, że i tak idę coraz to w lepszym kierunku i co sprawia mi radość. Bardzo świadomy konsumpcjonizm, stawianie na rzeczy lepszej jakości i przede wszystkim ograniczenie w kupowaniu nowych ubrań. I choć nigdy nie byłam fanką ubrań na raz, co więcej – zawsze starałam się znaleźć ubrania z ogromnym potencjałem stylizacyjnym, tak teraz czuję, że idę jeszcze właściwszą drogą, a opętanie wyprzedażami zostawiłam za sobą.


płaszcz, czapka H&M | sweter Tova | torebka Paulina Schaedel | buty Timberland


Processed with VSCO with e4 preset

Comments

comments

Dodaj komentarz