Processed with VSCO with a9 preset

Drzewo życia.

Z końcem kwietnia, gdy przyjazne życiu i radości temperatury wskoczyły na termometry, ja wskoczyłam w moją ulubioną sukienkę na poprawę humoru. Mam wrażenie, że dopiero budziłam się do życia, które zakwitnąć miało w maju (o czym jeszcze tak naprawdę nie wiedziałam), chociaż kwiaty w przyrodzie pojawiły się już w kwietniu. W tym roku brałam szczególnie powolny rozbieg do pełni chęci bycia i tworzenia, na co z pewnością miało wpływ wiele rzeczy. Jedną, dość przyziemną to stan mojej cery, który sprawiał, że traciłam chęci na jakiekolwiek zdjęcia, wyjścia, a jeszcze bardziej makijaże. Drugi, który myślę, że wpływał na mnie szczególnie intensywnie – brak liści na mocno przyciętych jabłonkach.


Processed with VSCO with a9 preset

Processed with VSCO with a9 preset


Może wydać się Wam to błahostką, ale ja bardzo przywiązuję się do miejsc i chwil. Przez co czasem zbytnio siedzę we wspomnieniach, zamiast tworzyć nowe. To jest właśnie przyczyna, która sprawiła, że moja radość zawsze malała na widok łysych drzew, a wraz z malejącą radością znikała również motywacja. I wiem, wiem doskonale, że wiosna trwała wszędzie, ale gdy nie była tak namacalna w tym ogrodzie, z każdym pobytem na działce zaczęło mnie to dobijać coraz mocniej. Bo w mojej pamięci i na setkach, jak i nie tysiącach zdjęć sprzed roku, te jabłonki zachwycały swym urokiem – piękne, zielone, obsypane kwiatami już na majówkę, która utkwiła mi w głowie na dobre.

Oczywiście, jabłonki powoli odżywają, na drzewach pojawiły się nawet pojedyncze kwiaty, a łyse gałęzie nieco zielenieją. Zdaję sobie sprawę z tego, że ten zabieg był wręcz konieczny, bo za rok mogłoby się okazać, że nie dałyby żadnych owoców i na ratowanie byłoby już za późno. I choć początkowo nie zdawałam sobie z tego sprawy, myślę że te jabłonki odgrywają większą rolę w moim życiu, szczególnie w tym roku niż mogłoby się wydawać. Wraz z ich rozkwitem zaczęłam i ja wracać do żywych. Zaczęła mi wracać motywacja do działania, do tworzenia, która wcześniej ewidentnie wyparowała. Potrzebowałam silnego cięcia w kwietniu, by zacząć powoli się odradzać w maju. Bo inaczej? Właśnie, inaczej za rok mogłoby być nic z tego mojego działania.


Processed with VSCO with a9 preset


Nadzieją na moje działania i obudzenie się do życia dały ogromne drzewa czereśniowe, przy których musiałam mieć zdjęcia. Doskonale wiedziałam, że albo zmotywuję się do działania, albo za kilka dni/tygodni będę żałować, że tego nie zrobiłam. Niestety, drzewa nie kwitną wiecznie, a nawet biały dywan w płatków długo z nami nie zostaje. Dlatego zebrałam się, założyłam ulubioną sukienkę i  wpadłam w wir zwiany blogowaniem. Nawet zaczynało mi tego brakować, ale potrzebowałam silnego impulsu. Impulsu jasno świadczącego o przemijaniu. I takim sposobem powoli zaczęłam rozkwitać i budzić w sobie chęć działania. Chęć tworzenia  treści. Chęć chwytania pięknych kadrów. A tak naprawdę – chęć życia.


sukienka Tova | kapelusz Answear | sandałki Renee


Processed with VSCO with a9 preset


Comments

comments

Dodaj komentarz