Processed with VSCO with c5 preset

Małomiasteczkowa.

Porzuciłam ostatnio mój sielski klimat na rzecz wielkiego miasta. Naprawdę – wielkiego miasta. Nie na długo, bo na zaledwie 3 dni, czwartego nie liczę, bo podróż jedynie spędzała mi sen z powiek. Wymarzyłam sobie zobaczyć Londyn oświetlony milionem, bilionem bożonarodzeniowych lampek. I udało się. Marzenie spełnione. Fajne uczucie. Tak po co najmniej trzech latach postawić sobie haczyk przy danym marzeniu. DONE.

Wycieczka była zaplanowana od września i ciągnął się za nią pas przeciwności losu. Zupełnie jakby ktoś przyczepił wszystkie niezbyt pozytywne zdarzenia do ogona moich planów, tak jak przyczepia się puszki do samochodu nowożeńców. Już powoli byłam na przegranej pozycji, już chciałam zostać, już niemalże szukałam najdrobniejszych wymówek, by nie jechać (a przecież miałam spełnić swoje jedno z marzeń!), aż pewien impuls zadziałał, tak naprawdę w ostatniej chwili, spakowałam się tuż przed pójściem spać, wstałam i pojechałam. Z wizją, że coś musi  się wydarzyć, z pewnością coś musi się wydarzyć, skoro los jest przeciwko mnie, a towarzyszyć ma mu jeszcze rzęsisty deszcz zalewający ulice Londynu i moje marzenia.


Processed with VSCO with c5 preset

post neonowa_strzala 0c

Processed with VSCO with c5 preset

post neonowa_strzala 0a

Processed with VSCO with c5 preset


„Wolę żałować, że pojechałam, niż żałować, że zostałam.”

Silne motto na cały wyjazd, które pchnęło mnie do spakowania walizki, poinformowania Miśka, że jednak czeka go wyprawa na Modlin i dania jasnego sygnału całemu Wszechświatu, że nadchodzę. Nadchodzę spełniać marzenia i nic mi w tym nie przeszkodzi, nawet milion łez z nieba, które mam nadzieje, że ostatecznie stały się łzami wzruszenia na widok mojej postawy. Ciężko powiedzieć o niej „dzielnej”, gdyż przez chwilę miała etykietę „przegranej”, aczkolwiek taka zmiana o 180 stopni jest zawsze godna podziwu. Nawet jeśli ostatecznie było to 360. 

Czy coś się wydarzyło? 

Cóż, najważniejsze to pogoda się nie sprawdziła z prognozami, a mnie przywitało słońce. Deszczowa aura, która mnie spotkała podczas spacerów po Londynie jedynie, choć bardziej mogłabym powiedzieć „aż”, nadała klimatu wszelkim zdjęciom, jakie udało mi się tamtego dnia zrobić, a miasto okazało się tak piękne, jak się tego spodziewałam. I równie tak samo zatłoczone, czego w sumie nie brałam pod uwagę myśląc o tym całym spełnianiu marzeń.

Szczerą prawdą jest to, że to była już moja trzecia wizyta w mieście Królowej Elżbiety II i tłumy nie powinny mnie dziwić. I nie dziwią. Za każdym razem, gdy wybieram się do Londynu – jakby o nich zapominam. Zalatuję na miejsce i sobie o nich przypominam. I za każdym razem mam inne odczucia.

A odczucia są różne. Jeszcze bardziej uświadamiam sobie, jak bardzo kocham życie w małym mieście, jak bardzo podoba mi się życie poza miastem, ale jednocześnie jak bardzo czuję się skołowana, gdy wracam do Białegostoku i dociera do mnie skala, z jaką nagle mam styczność. Kocham moje miasto, ale potrzebuję chwili po powrocie, by sobie o tym uzmysłowić, bo nagle wszystko jest małe, wąskie, bez efektu wow, który był nim wyjechałam. Małe, wąskie, bez efektu wow -ale cholera, ciągle doskonale mi znane. Ciągle takie moje. I tak jak niektórzy wręcz marzą o anonimowości, ja wiem, że w takim stanie czułam się strasznie samotna. 

Mnogość turystów i mieszkańców w Londynie jest w mojej głowie nie do pojęcia. Każdy gdzieś biegnie, każdy goni. Część zwiedza miasto, część zwiedza tak naprawdę siebie, okrywa na nowo. Część się poddała. To miasto możliwości, ale i trudności. By żyć, by się cieszyć życiem, by doceniać życie i by osiągać sukcesy – trzeba się nieźle tam naskakać. Ambicje muszą sięgać wyżej niż wysokościowce i nie mieć spadków tak szybkich jak zjazd windą na dół. Ale, wszystko jest możliwe, wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko chcieć. 


Processed with VSCO with c5 preset

Processed with VSCO with c5 preset

Processed with VSCO with c5 preset


Moja małomiasteczkowość. 

Chcieć, to móc, jednakże ten ogrom wszystkiego nieco mnie przytłacza. Tą moją małomiasteczkową twarz, która jak wyszła jednego dnia w makijażu „make-up no make-up” i powinna czuć się dobrze, bo przecież miasto takie duże i anonimowość jeszcze większa, a kogo by obchodziły moje worki pod oczami, bardziej niż mnie. Pewnie nikogo, ale mnie jednak tak bolały wizerunkowo, że następnego dnia zrobiłam sobie niemalże full make-up, przez tą moją małomiasteczkową głowę, w której siedzi myśl, że każdy patrzy. Mój małomiasteczkowy styl, który może w Białymstoku się wyróżnia, w Londynie nagle ginie. I z małego miasta moje wielkie sny – o życiu, podróżach, domu, rodzinie, które tam wydają się raz czymś błahym, raz czymś, do czego każdy dąży jeszcze bardziej, gubiąc siebie po drodze. Pamiętam, bardzo chciałam tam być, ale ostatecznie, jak nalazłam się na ulicach Londynu, uświadomiłam sobie, że kiedyś bardziej chciałam tam by niż teraz. Przez chwilę czułam się jak bóg, czułam się królem w mieście. W końcu przyjechałam spełnić marzenie, to już jak wielka wygrana na loterii. Unosiłam się wręcz nad ziemią, szybko uderzając o bruk, z każdą chwilą, w której uświadamiałam sobie, że do moich marzeń przejechałam sama.

„I wtedy zrozumiałem wreszcie.

Że z mojego miasta moje sny
Budują twoje ulice
Że ciebie nie zachwyca tu nic

Dlaczego wszystko sztuczne aż tak
Że napromieniowane mi świeci
Trzeba stąd wyjechać, bo strach
Że wszystko przejdzie na moje dzieci.”

Zrozumiałam jak bardzo moja fascynacja tym świątecznym klimatem jest przeskalowana w stosunku do ludzi, którzy tam żyją i nie zachwyca ich już nic. Cieszyłam się, że pojechałam jedynie na 3 dni. Zobaczyłam co chciałam, wyniosłam kolejną lekcję życia, zrozumiałam więcej niż mogłam. Spakowałam bagaż doświadczeń i się zabrałam.  Wróciłam do mnie, do mojego miasta Białegostoku. I jest mi z tym dobrze. Nie powiem, że nie zachwyca mnie tu nic, bo zachwyca mnie wszystko. I z pewnością nie mogę zanucić „znowu jadę do Ciebie sam”, bo tutaj nigdy sama nie jestem.


Processed with VSCO with c5 preset

Processed with VSCO with c5 preset

anigif


W trakcie pisania tego tekstu inspiracją stała się piosenka Dawida Podsiadło „Małomiasteczkowy”, której fragmenty możecie znaleźć w tekście.

Comments

comments

Dodaj komentarz