Processed with VSCO with c5 preset

Projekt biwak.

Zaczęło się od niewinnego przewijania Instagrama. W moim odczuciu to kopalnia inspiracji, okno na świat. DOSŁOWNIE – OKNO NA ŚWIAT. Poza inspiracjami modowymi, znajduję tam mnóstwo innych – wnętrzarskie, roślinne, żywieniowe i chyba te, które mnie najbardziej interesują – PODRÓŻNICZE. Bo mam wrażenie, że nie ma miejsca na świecie, którego by nie znał Instagram. Ludzie są ciekawi świata, więc dojdą wszędzie, gdzie tylko ich nogi poniosą. Dosłownie – GDZIE NOGI PONIOSĄ. I tego typu podróżnicze relacje kręcą mnie najbardziej. Ognisko nad jeziorem w górach, namiot rozbity w lesie nad jeziorem, domek na drzewie. Czyste szaleństwo. Przewijałam te kadry i czułam, jak z każdym kolejnym dniem pobudzają we mnie coraz większe pragnienie zdobywania świata. Na tyle, że w końcu postanowiłam sama przeżyć taką przygodę.


Processed with VSCO with c5 preset


Jeśli mam być szczera – tęskniłam za taką formą spędzenia czasu. Co prawda – nigdy nie spałam wczesną jesienią w namiocie, a takie przeżycia mam na koncie tylko latem, ale ogólnie jestem osobą, która uwielbia taką formę ucieczki przed światem w stronę wyciszenia i ukojenia. Rodzice zaszczepili we mnie miłość do biwakowania zabierając mnie na spływy kajakowe od najmłodszych lat i tym samym sprawili, że spędzanie czasu pod namiotem jest dla mnie frajdą. Taką frajdą, że w zeszły weekend, kiedy wybraliśmy się na biwak, z radości nie schodził mi uśmiech z twarzy, a zachwycało wszystko, co było dookoła i wiązało się z tym weekendem.

Z pewnością muszę przyznać rację, że mieliśmy nieco ułatwioną sytuację, gdyż zwyczajnie znaliśmy te tereny. Gdy pomyślałam o biwaku, od razu miałam w głowie to miejsce, które znam z letnich wypadów nad jezioro. Ale, nie będę ukrywać, to miał być wypad testowy – czy nam się spodoba taka forma wyjazdów i jak sobie poradzimy, gdy na zewnątrz temperatury nie mają nic wspólnego z letnimi. Jak się domyślacie – mnie ogarnęła euforia 😀

Zajechaliśmy na miejsce, słońce jeszcze było przed zachodem, zorientowaliśmy się w terenie i zaczęliśmy działać nad rozstawieniem namiotu. Ze względu na fakt, że moi rodzice są zapalonymi podróżnikami, cały sprzęt pożyczyliśmy od nich. Do najważniejszego ekwipunku należał dobry namiot, karimaty, śpiwory na warunki atmosferyczne, które nas czekały, czyli 3 stopnie na plusie w nocy. Mieliśmy jeden śpiwór odpowiedni na temperatury +3 stopnie i niższe oraz jeden na -5 stopni i niższe, czyli nie powinno nam być zimno, nawet gdyby temperatura spadła poniżej zera. I nie było! Oczywiście, na wstępie gdy weszliśmy do śpiworów zetknęliśmy się z lekkim chłodem, ale to sytuacja normalna. Nad ranem nie odczuwałam ani trochę zimna. Było tak przytulnie, że walczyłam ze sobą, by wstać na wschód słońca. Ale, gdy otworzyliśmy nasze „okno” natura szybko zachęciła mnie do spaceru nad sam brzeg. Co więcej, spaliśmy w bieliźnie termoaktywnej oraz czapkach, by nie doprowadzić do wychłodzenia organizmu, szczególnie przez głowę, co zapewniło większy komfort.


Processed with VSCO with c5 preset

Processed with VSCO with c5 preset

Processed with VSCO with c5 preset


Czekał nas spokojny wieczór przy ognisku, herbacie i posiłku przygotowanym w menaszce. Typo harcerskie zabawy 😀 Mogliśmy przy tym podziwiać zjawiskowy zachód słońca nad samym jeziorem. Kolejny raz miałam wrażenie, że piękniejszego w życiu nie widziałam. Później kolorowe chmury zamieniły się w migocące gwiazdy i tak naprawdę mogę zadać sobie jedno kluczowe pytanie:

Czy bardziej romantycznie być nie mogło? 

Nie mogło 😀 Jestem totalnym boidudkiem, także mimo, że uwielbiam biwakowe klimaty, to wciąż walczę z lękiem „a jak ktoś nas napadnie?”. Świadomość, że sezon wakacyjny za nami i jesteśmy tylko we dwójkę jedynie pogłębiania mój stan przerażenia (chwilowego). Oczywiście, nic na siłę, można się spakować i pojechać, ale w całym wyjeździe chodziło również o walkę z własnymi lękami, które myślę, że udało mi się w jakimś stopniu pokonać. Ale, od czego się zaczęło?

Od wizyty bobra, który nieźle zaczął szeleścić w trzcinach. Oczywiście, w mojej głowie czarne wizje. Już ktoś do nas idzie. Na 100%. Z pewnością człowiek, który z pewnością zrobi nam krzywdę.. Typowa panikara 😀 Cóż, ostatecznie okazało się, że nie był to człowiek, a bóbr, który co najwyżej chciał zrobić sobie legowisko, a przy okazji uciąć kilka badyli 😀

Później przejeżdżali ludzie z łódką na przyczepce, którą chcieli spuścić na wodę. Widzimy światła. Samochód mija nasz zjazd do lasu. Nagle się zatrzymuje. Cofa. Ktoś wychodzi. I znów serce bije mocniej. Podejrzewaliśmy, że wędkarze po prostu mieli zamiar wodować łódkę w tym miejscu, ale zabrali się kawałek dalej. Później kilkukrotnie przepływali przy nas na silniku elektrycznym, podnosząc prędkość bicia mojego serca i sprawiając, że miałam wrażenie, że występuję we własnym filmie grozy. Już wymyśliłam, że z pewnością do nas podpłyną. Teraz się śmieję, że chyba po te puste słoiki. Wiecie, wyobraźnia jest bujna. Często łatwo dopowiedzieć sobie całą historię do sytuacji. Filmową historię, która tak naprawdę później znacznie odbiega od szczęśliwej rzeczywistości 😀

Na koniec obudziłam się jeszcze w środku nocy przekonana, że ktoś na pewno wokół nas chodzi i świeci latarką. Z pewnością to był jakiś zwierz, a w mojej głowie co najmniej dinozaur. A latarką był księżyc, który zdecydowanie byłby wstanie tamtej nocy oświetlić boisko piłkarskie. Wierzę, że im częściej będę obcować w taki sposób z naturą, jak miało to miejsce za dzieciaka, będę bardziej świadoma otoczenia i delikatniej będę odbierać bodźce z zewnątrz, a przynajmniej mam wrażenie, że nie będę wywoływać we mnie takiego lęku.

Mimo wszystko, nie miałam ochoty uciekać. Chciałam to przeżyć, bo tak właśnie wygląda prawdziwy kemping. Zdjęcia, to są piękne obrazki, zatrzymują moment, ale czasem nie odwzorowują całej sytuacji. Część jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, o części nie myślimy i te odgłosy natury czy wędkarzy są na to dowodem. Grunt, to właściwie ocenić sytuację, a nie wpadać w panikę 🙂


Processed with VSCO with c5 preset


O poranek chodziło mi tam szczególnie. O otwarcie naszego „okna” na budzący się do życia świat. Na tę ciszę, kojącą ciszę, o którą latem czasem tak naprawdę ciężko, gdyż dookoła często znajdują się inni odpoczywający ludzie. Chodziło mi o ten zapach lasu i wody. O te rześkie, a nawet lekko mroźne powietrze, i o wschodzące słońce, które miałam pewność, że zobaczę w przepięknej scenerii. Nie zawiodłam się tamtym porankiem, mam z niego same ciepłe wspomnienia.

Jak i z całego wyjazdu.

Doceniam go szczególnie. Dał mi oddech od codzienności. Napełnił głowę mnóstwem przemyśleń. I zresetował. Mogę żyć dalej.


Processed with VSCO with c5 preset

Processed with VSCO with c5 preset

Processed with VSCO with c5 preset

Comments

comments

Dodaj komentarz