Processed with VSCO with j6 preset

Toskania, rok: nieznany.

Toskania, rok nieznany.

Ale ja to widzę. Nigdy tam nie byłam. Nigdy nie oddychałam tamtejszym powietrzem. Ale – moje zmysły silnie działają na samą myśl o tym regionie Włoch, na wspomnienie kadrów widzianych w sieci i na widok tej sukienki. Wszystkie sytuacje, które chcę przeżyć w Toskanii dokładnie zwizualizowałam sobie w głowie, w momencie przyniesienia tej kiecki do domu, ubrania jej, by pokazać się w niej M. i od momentu zawirowania wokół własnej osi w salonie. To uczucie strzeliło we mnie jak piorun, dosłownie, momentalnie. W momencie wirowania czułam jak znajduję się w innym miejscu. Pięknej Toskanii.


Processed with VSCO with j6 preset

Processed with VSCO with j6 preset

Processed with VSCO with j6 preset


Widzę to wszystkie sytuacje, które chcę tam przeżyć. Widzę, jak prezentuję się w niej spacerując włoskimi uliczkami. Gubiąc się w niektórych, by później odnaleźć w jakimś niespodziewanym miejscu. Widzę, jak zajadam się pysznym makaronem, podczas obiadu i kolacji. Jak staram się nim nie ubrudzić, a i tak kończy się to różnie. Widzę, jak piję wino przy zachodzącym słońcu podziwiając widoki z toskańskiej willi, nie licząc wypitych kieliszków, a następnego dnia – mam nadzieję, że nie licząc wypitych aspiryn. Widzę, jak biegam w niej po skoszonych polach, z myślą, że ciągle chciałabym biec przed siebie, dogonić słońce, zatrzymać tę chwilę. Widzę, jak biegam boso po łąkach, by później położyć się na trawie i po prostu cieszyć się daną chwilę patrząc w niebo i nadawać chmurom kształty. Widzę, jak spaceruję alejami formowanymi przez tuje, czuję zapach pasku i ten specyficznych zapach drzew, które tworzą tam jedyny w swoim rodzaju klimat. A ileż sytuacji może wydarzyć się po drodze, których moja wyobraźnia nie jest w stanie nawet wykreować, które później zapadają w pamięć jako te szczególne, bo nie zaplanowane, totalnie niespodziewane.  Zakładam, że mnóstwo.


Processed with VSCO with j6 preset

Processed with VSCO with j6 preset


Chwilowo jednak przenoszę się do mojej pod białostockiej Toskanii, gdzie aleja formowania jest lipami, a gaj oliwny zamienia się na sad, pachnący dojrzewającymi jabłkami. Przenoszę się do miejsca, gdzie każda chwila trwa dłużej i spokojniej. Do miejsca, które działa kojąco na zmysły. Do miejsca, w którym negatywna energia nie istnieje. Z natury. Do miejsca, gdzie bujanie się na huśtawce przenosi do świata marzeń, drzemanie w hamaku daje regenerację, a herbata z cytryną i miodem smakuje najlepiej. Tuż po wyjściu z basenu, po popołudniowej kąpieli, gdy słońce już delikatne muska skórę, ale i powoli się z nami żegna. Gdzie spontanicznie przygotowane racuchy z jabłkami zebranymi w sadzie smakują obłędnie, a humoru  nie jest w stanie zepsuć nawet letni ulewny deszcz tańczący ze słońcem. Niesie ukojenie i świeżość. Rozpyla rześki zapach. Koi zmysły. Problemom nadaje błahości.

Ostatnio szalenie doceniam to, że w pewnym momencie otworzyłam się na wszystko, co działa mi na zmysły. Zaczęłam chłonąć bodźce niczym gąbka. Głębiej doświadczać świata i tego, co mnie otacza. Dostrzegać w drobnostkach piękno. Nie wiem, w którym momencie to się stało, ale jestem prze-szczęśliwa, że zaczęłam tak odbierać świat. Mam poczucie, że dzięki temu biorę od życia więcej, pełnymi garściami i to uczucie aktualnie mnie przepełnia. Jest namacalne, ale nie do opisani, dlatego tak szczególne i po prostu piękne.


sukienka, espadryle, okulary H&M | koszyk Mango | zegarek Akerfalk


Processed with VSCO with j6 preset

Comments

comments

Dodaj komentarz