Processed with VSCO with a10 preset

Rzecz o naturalnej pielęgnacji.

Pod koniec kwietnia opublikowałam wpis (TUTAJ), w którym mówiłam o 10 krokach koreańskiej pielęgnacji, dodatkowo pokazując jakich kosmetyków aktualnie wtedy używałam. Czy coś się od tamtej pory zmieniło? I tak i nie. Jeśli jesteście ciekawi tego tematu i mojego podejścia do pielęgnacji – zapraszam Was do dalszej lektury 🙂


Od ostatniej takiej publikacji minęły trzy miesiące z lekkim hakiem, co przekłada się na prawie 4 miesiące pielęgnacji oraz mojego testowania różnych kosmetyków i szukania tych odpowiednich dla mnie. Nim się podjęłam koreańskiej pielęgnacji, obawiałam się dwóch rzeczy:

  1. Że zajawka na tego typu codzienne rytuały minie tak szybko, jak się pojawiła.
  2. Że nie zobaczę efektów, których bardzo oczekiwałam i na które poświęcam więcej czasu niż chociażby pół roku temu.

Po tym czasie jednakże moje obawy są rozwiane. Koreańska pielęgnacja weszła mi w krew na dobre, choć nie posiadam azjatyckich korzeni, a wszelkie rytuały stały się codziennością i szczerze powiedziawszy, nie odczuwam czasu, jaki poświęcam na ich wykonanie. To niemalże już mechaniczne odruchy, dzięki którym widzę jedynie, powtarzam – JEDYNIE, pozytywne efekty. Dosłownie piałam z zachwytu, gdy po okresie około 3 tygodni zauważałam zmiany na mojej twarzy wynikające z wprowadzenia 10 kroków pielęgnacji do pięknej cery. Aktualnie mój zachwyt sięga wręcz zenitu, dlatego tak chętnie o tym mowię. Ci z Was, którzy obserwują mnie na Instagramie, a szczególnie oglądają moje urywki życia na Story, z pewnością zauważyli, że chętniej i odważniej pokazuję się bez makijażu. I choć zawsze zależało mi na tym, by pokazywać się Wam nie tylko w odpicowanej wersji, to jednak minęło nieco czasu nim pokochałam siebie taką jaka jestem, z przebarwieniami i problemami skórnymi. Jednakże, dzięki pielęgnacji, jaką aktualnie stosuję, problemy skórne stają się rzadkością, a moja cera zaczyna mieć jednolity koloryt. Oczywiście, przebarwienia nie znikają z dnia na dzień, ale plamek na twarzy jest coraz mniej. To dodaje mi odwagi i pewności siebie, dzięki czemu latem mogę śmiało poruszać się bez makijażu i wewnętrznego wstydu 🙂

Co się jeszcze zmieniło? Kosmetyki. Moja kosmetyczka wzbogaciła się o jeszcze kilka produktów, bez których nie wyobrażam sobie aktualnie pielęgnacji. Jakich produktów? Odpowiedź znajdziecie poniżej. Do tego ogromnie się cieszę, że skłoniłam Mamę do przeniesienia się, chociaż w jakimś stopniu, na kosmetyki naturalne, zatem dodatkowo znajdziecie jej wybory oraz opinie. A na koniec, coś dla ciała. W końcu troszczyć się trzeba nie tylko o skórę twarzy 😉


Processed with VSCO with a10 preset

Processed with VSCO with a10 preset


Wiadomo, że oczyszczanie jest pierwszym krokiem do zdrowej cery, dlatego po tym, jak sama wypróbowałam dwuetapowy demakijaż, poleciłam go również Mamie. Ten krok pielęgnacyjny składa się z olejku i pianki (lub innego produktu na bazie wody). Dlaczego ten etap musi składać się z dwóch produktów? By mieć gwarancję świetnego oczyszczenia. Pisałam Wam w poprzednim wpisie, że olejek ma głównie za zadanie rozpuścić wszelki makijaż oraz zanieczyszczenia, które zgromadziły się na naszej twarzy, szyi oraz dekolcie podczas dnia. Cieplejszą wodą jesteśmy w stanie go lekko usunąć wraz z zanieczyszczeniami z twarzy, jednakże aby uzyskać 10o% efekt oczyszczenia i nie zostawiać tłustej powłoki na twarzy, konieczne jest użycie produktu na bazie wody, który świetnie pozbywa się olejku oraz wszystkiego, co rozpuścił na naszej twarzy. Jeśli nie zmyjecie dokładnie olejku z Waszych twarzy, pozostaną na niej pozostałości makijażu oraz już przy pierwszym kroku uniemożliwicie odpowiednie działanie kolejnych kosmetyków. O tym przekonała się moja Mama, nim nie sięgnęła po piankę, którą ją zalecałam.

O ile lekko sceptycznie podchodziła do samego olejku, bo „nie zmywał jej makijażu z twarzy i musiała wycierać go wacikami namoczonymi płynem micelarnym”, o tyle przekonała się do dwuetapowego oczyszczania, gdy zauważyła, że dwa produkty w takiej kombinacji dają zaskakujący efekt. Początkowo musiałyśmy przejść przez etap: „Mamo, a czy zmywasz olejek ciepłą wodą i używasz pianki?”. „Nie?” 😀 Także pamiętajcie – olejek + pianka lub inny kosmetyk na bazie wody razem czynią cuda.

A inny kosmetyk na bazie wody, to chociażby żel do mycia twarzy. I u mnie to jest nowość na łazienkowej półce. Osobiście zdecydowałam się na połączenie aloesu i jaśminu z drobinkami ryżu. Aloes kojarzy mi się leczniczo stąd taka decyzja, jaśmin zawsze zachwycał mnie zapachem oraz lubię żele, które posiadają drobinki, gdyż jest to delikatny peeling twarzy podczas codziennej pielęgnacji. Osobiście używam też pianki. I tak, na piankę stawiam rano, gdy mam wypoczętą skórę twarzy. Wieczorem, gdy zmywam makijaż czy wszystkie zanieczyszczenia twarzy, stosuję ten żel. Chciałam się zdecydować na papaję by mieć do kompletu z peelingiem, ale dobrze, że postawiłam na ten, gdyż jego zapach jest obłędny. To jest coś, czego zdecydowanie mi potrzeba wieczorem, co mnie dodatkowo rozluźnia przed snem. A dodatkowo po takim delikatnym peelingu zawsze mam wrażenie, że moja skóra jest dogłębniej oczyszczona.


Przekonałam Mamę również do toników. I jak się okazało, nie tylko ja miałam o nich nieco mylne pojęcie. Książka „Sekrety urody Koreanek” pomogła jednak wprowadzić harmonię w pielęgnacji. Tonizowanie, jak Wam wcześniej już pisałam, to przygotowanie skóry, oczyszczonej już skóry twarzy, na przyjęcie kolejnych kosmetyków. Mój tonik jest bez zmian. Jak się okazuje, to bardzo wydajny produkt, co potwierdza również moja Mama. Używam go prawie 4 miesiące, a jeszcze spokojnie starczy mi na kilka tygodni (myślę, że to zakup na pół roku). Uważam również, że uzależnicie się od tego produktu, gdyż kompozycje Orientany mają szalenie świeże zapachy. Osobiście moim nie jestem jeszcze znudzona, a moja Mama komplementuje go tak:

„Ola, strasznie podoba mi się ten tonik. Jest bardzo odświeżający i ma piękny cytrusowy zapach. Jest jak poranna mgiełka.”

Jest! I jest również pobudzający, gdyż takie cytrynowe zapachy szybko stawiają na nogi, nawet zaspaną osobę. Uważajcie tylko na oczy, mogą piec, gdy jakieś kropelki dostaną się do oka (o czym informuje również etykieta, by omijać okolice oczu). Mój sposób na tonizowanie? Spryskuję twarz i lecę po kawę do kuchni. Moja Mama spryskuje twarz i ze względu na ograniczony czas o poranku, wklepuje tonik w twarz i przechodzi do kolejnego kroku.


OCZYSZCZANIE TONIZOWANIE 2


Bio Olejek do demakijażu | Bio Pianka do demakijażu | Żel z drobinkami ryżu ALOES I JAŚMIN | Tonik do twarzy IMBIR I TRAWA CYTRYNOWA | Tonik do twarzy NEEM I CYTRON


Odpowiednie nawilżenie, po oczyszczeniu jest moim zdaniem priorytetem, jeśli chcemy cieszyć się piękną, promienną i zdrową cerą. Zatem, gdy tonik wchłonie mi się skórę mojej twarzy zabieram się za nakładanie kremu pod oczami. I tutaj – w moim przypadku pojawił się drugi krem – rozświetlająco – ultranawilżający. W porównaniu do tego ze śluzem ślimaka, ma on nieco gęstszą konsystencję, dlatego zawsze aplikuję go na noc, gdy mój cały organizm odpoczywa, a skóra mojej twarzy, także ta pod oczami, może się spokojnie regenerować. Mam wtedy pewność, że nawet najwrażliwsze miejsca są odpowiednio zadbane. Z rana, szczególnie gdy chcę nałożyć makijaż, wybieram ten drugi ze względu na lekką konsystencję i szybkie wchłanianie, dzięki temu nie waży mi się makijaż pod oczami. O tym kremie ze śluzem ślimaka pisałam więcej w poprzednim wpisie, także chętnych odsyłam tutaj.

Moja Mama również postawiła na ten ze ślimaka oraz regenerująco – odmładzający. Zapytana przeze mnie o wrażenie, powiedziała mi taką opinię:

„Ten ze ślimaka jest bezzapachowy, drugi pięknie pachnie ziołami. Oba mają lekką konsystencję, nie drażnią oczu przez co nie obawiam się tego, że będzie mnie ono piekło, gdy odrobina trafi do oka. Są niesamowicie wydajne i świetnie się wchłaniają.”

A jak efekty?

„Nie czuję ciągnięcia skóry, co mi się szczególnie podoba. A dodatkowo dają efekt świeższego spojrzenia.”


A co z pozostałymi partiami twarzy? W moim przypadku pojawił się nowym krem, którego mi tak naprawdę najbardziej brakowało, o czym sobie uświadomiłam korzystając z niego. Krem do twarzy ashwagandha – żeń-szeń indyjski z reguły używam po porannej pielęgnacji. To krem, który świetnie nawilża moją skórę twarzy, dobrze się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu i idealnie nadaje się pod makijaż. Dzięki dość lekkiej konsystencji nie ważą mi się kolorowe kosmetyki, które następnie nakładam na twarz. To ogromna jego zaleta, bo takiego kremu zdecydowanie brakowało mi w kosmetyczce. Do tego ma działanie bakteriobójcze i działa na wypryski, co jest przeze mnie zauważalne. To jeden z produktów, który sobie szczególnie cenię.

Mama natomiast korzysta z kremu ze śluzem ślimaka nie tylko pod oczy, ale również tego do stosowania na całą twarz. Stosuje go głównie na noc lub w dni bez makijażu i pośpiechu, gdyż w jej przypadku potrzebuje on nieco dłuższej chwili na wchłonięcie. Tworzy odczuwalną warstwę ochronną, która zapewnia delikatność i elastyczność skóry. Na takim efekcie, mojej Mamie – osobie z przedziału wiekowego 40+, szczególnie zależy.


Processed with VSCO with a10 preset

KREMY


NATURALNY KREM POD OCZY ze śluzem ślimaka | NATURALNY KOMPLEKSOWY BIO KREM POD OCZY rozświetlająco – ultranawilżającyNATURALNY KOMPLEKSOWY BIO KREM POD OCZY regenerująco – odmładzającyKREM DO TWARZY ashwagandha – żeń-szeń indyjski | NATURALNY KREM śluz ślimaka


W moim przypadku serum się nie zmieniło, dalej korzystam z tego z witaminą C i morwą na przebarwienia. Serum tak naprawdę używam 1-2 razy w tygodniu, by zagwarantować skórze porządną odżywczą dawkę. Zawsze stosuję ten produkt na noc i nakładam na dokładnie oczyszczoną twarz. O poranku moja skóra jest ewidentnie nawilżona i jedwabista w dotyku. Lubie to uczucie, bo wiem, że jestem na dobrej drodze do zdrowej cery.

Moja Mama natomiast wybrała serum do twarzy miód i propolis, które ma za zadanie odżywić skórę i przywrócić jej blask – zachwala szczególnie jego zapach oraz serum do twarzy brahmi i kwas hialuronowy, do walki z oznakami starzenia oraz zmarszczkami. Oba produkty stosuje głównie wieczorem przed snem, czyli podobnie jak ja, by pozwolić produktowni na spokojnie wchłanianie. A jakie są wrażenia?

„Jedno i drugie serum tworzy przyjemny filtr regenerujący. Tworzą delikatny efekt maski, dzięki czemu zatrzymują wodę i czuję bardziej nawilżoną skórę. A do tego też i napiętą.”


Processed with VSCO with a10 preset


Bio serum do twarzy MIÓD & PROPOLIS | Bio serum do twarzy BRAHMI & KWAS HIALURONOWY | Bio serum do twarzy WITAMINA C & MORWA


Okej, pielęgnację twarzy mamy już za dobą. Ale, nasze ciało to nie tylko twarz, o czym mam nadzieję, że pamiętacie i dbacie o to, by odżywiona skóra była na całym ciele. Krokami, jakie podejmuję poza kosmetykami, to ruch – choć w te gorące dni bywa ciężko, ale staram się chociaż 3-4 razy w tygodniu wykonać jakiś trening. Czy to z Chodakowską, czy to pilates z ulubioną Boho Beautiful, bądź po prostu kilkukilometrowy bieg. Wiadomo, bywa różnie – z czasem, z chęciami, ale walczę, ponieważ wiem, że mam skłonności do tycia i muszę choć odrobinę tego ruchu wprowadzać w życie. Do tego staram się wypijać minimum 2 litry wody, czasem dobijam do trzech, by odpowiednio nawodnić i nawilżyć organizm od środka. To też jeden z moich sposobów na walkę z cellulitem, który niestety posiadam i z którym nie tak łatwo jest się rozstać 😉

Poza powyższymi trikami używam jeszcze olejku antycellulitowego, który zawiera 17 roślin ajurwedy. W jego skład wchodzi ADIPOSLIM, który – jak możemy przeczytać na stronie – hamuje odkładanie tłuszczu oraz usuwa już istniejący, a testy kliniczne dowiodły skuteczności działania w redukcji cellulitu i znacznej redukcji efektu „skórki pomarańczowej”. Wiem, że w przypadku cellulitu nie jest to walka, której efekty widać od zaraz, ale wierzę, że ten produkt znacząco mi w tym pomoże, szczególnie że zauważam jak powoli moje ciało – szczególnie okolice ud i brzucha nabierają jędrności. Zawsze obawiałam się olejków do ciała i omijałam je szerokim łukiem. Większość zostawiała tłusty film, brudziła ubrania, a efekty były nijakie. Jeśli chodzi o ten produkt, podoba mi się jak wchłania się w skórę, pozostawiając ją nawilżoną, ale nie tłustą. Przez co wiem, że nie muszę dodatkowo myśleć o dodatkowym balsamowaniu. A dodatkowo ma uzależniający ziołowy zapach.

Processed with VSCO with a10 preset


BIO OLEJEK ANTYCELLULITOWY 17 ROŚLIN AJURWEDY


O moje ciało dbam tak, jak o skórę twarzy, czyli strefowo. Mam kilka różnych kosmetyków, które nakładam w inne miejsca. Powyższy olejek stosuję głównie na uda oraz pośladki, zatem o te części ciała się już nie martwię. Resztę ciała bądź łydki ze stopami oraz łokciami odżywiam masłem do ciała o zapachu róża japońska i liczi. Na stronie można przeczytać, że nawilża skórę – prawda, delikatnie natłuszcza – prawda, odżywia i ujędrnia – prawda oraz doskonale się wchłania – prawda. Dodatkowo jest to produkt dość wydajny. Nie potrzebujecie dużych ilości, by odpowiednio nawilżyć ciało. Poza nawilżeniem ma działanie regenerujące, dlatego na noc nakładam nieco grubszą warstwę na stopy oraz łokcie. Okazuje się, że skóra w tych miejscach potrafi być delikatniejsza bez szczególnych zabiegów 😉 Chwilkę trzeba poświęcić, by rozsmarować ten produkt dokładnie, ale z pewnością jest to chwila warta poświęcenia. I dodatkowy masaż całego ciała 🙂


Processed with VSCO with a10 preset


NATURALNE ORIENTALNE BOGATE MASŁO DO CIAŁA RÓŻA JAPOŃSKA I LICZI


Przyjemnością na samą koniec są balsamy w kostce. Niestety, po kilku stosowaniach nie mają już swojego kształtu (co tu się dziwić :D), ale całe szczęście po otwarciu nie tracą swojego zapachu – a te mają obłędny. Kombinacja jaśmin i zielona herbata to mój ulubiony. Tak naprawdę – stosuję go jako naturalne perfumy. Zapach jest intensywny i utrzymuje się naprawdę długo, tak jak i nawilżenie oraz delikatne natłuszczenie, dlatego dajcie mu chwilę na wniknięcie głębiej w skórę nim zaczniecie nakładać obcisłe ubrania. To jeden z tych produktów, które maksymalnie odżywią Waszą skórę. Niepozorne, a dają długi efekt nawilżenia. Podczas aplikacji rozpływają się w rękach, dlatego polecam szybkie i zwinne ruchy 😀 Przy bardziej wysuszonym ciele, co mi się ostatnio nie zdarza, chyba że miałam za sobą kąpiel np. w jeziorze, które totalnie wysusza skórę, aplikuję ten balsam na całe ciało. Nie lada wyczyn, ale wart całej uwagi. Gdy moja skóra nie woła o pomoc, zazwyczaj stosuję go na ręce i okolice dekoltu. A później chodzę i rozpływam się od tego cudownego zapachu.


Processed with VSCO with a10 preset


NATURALNY BALSAM DO CIAŁA W KOSTCE IMBIR I TRAWA CYTRYNOWA | NATURALNY BALSAM DO CIAŁA W KOSTCE JAŚMIN I ZIELONA HERBATA


I na tym polecała cała moja aktualna pielęgnacja. Co się nie zmieniło? Dalej stosuję koreańską pielęgnację, która stała się już nawykiem oraz naturalne kosmetyki, które zauważyłam, że działają zbawiennie. Co się zmieniło? Poczucie pewności siebie, dzięki piękniejszej cerze oraz kilka nowych propozycji, z którymi się polubiłam – szczególnie kremem do twarzy i balsamami w kostce. Zachęcam Was do przekonania się do idei naturalnej pielęgnacji. Sama zaczęłam bardziej przywiązywać uwagę do tego, co nie tylko jem, ale i nakładam na ciało. Doszłam do wniosku, że skoro naturalne kosmetyki się u mnie sprawdzają, to rzadziej odczuwam potrzebę sięgania po kosmetyki, które 100% poszczycić się nie mogą. I to się dzieje głównie z ciekawości, bo ostatecznie wracam do tego, co moja skóra lubi najbardziej 🙂

Comments

comments

Dodaj komentarz