Processed with VSCO with j2 preset

Travel diary: Gibraltar

Minął ponad miesiąc od mojego powrotu z Gibraltaru (kiedy to minęło?) i przyznaję, ze spuszczoną głową i podkulonym ogonem (gdyż nie jestem w stanie spojrzeć Wam prosto w oczy w tym momencie), że już dawno ten wpis powinien się tutaj pojawić. Pragnę nieco przybliżyć Wam ten skrawek Europy i może uda mi się nawet Was zachęcić do odbycia podróży w to miejsce, dlatego spieszę z pomocą i z informacjami, ile może Was taki wyjazd kosztować, co można zobaczyć oraz jakie są moje ogólne wrażenia tyczące się tego miejsca. A teraz, bez zbędnego owijania w bawełnę – bo i tak wiele będzie do czytania, rozpoczynam mój przewodnik po Gibraltarze.


JAK TAM DOTRZEĆ? 

Myślę, że to kluczowa sprawa, gdyż aby coś zobaczyć, trzeba tam początkowo dotrzeć – logiczne. Wariantów jest kilka:

  1. Lot do Malagi, czyli rozwiązanie, na które my postawiliśmy. Następnie na lotnisku łapiemy busa do hiszpańskiego miasta Marbella (ok. 6 euro), a w Marbella łapiemy busa jadącego już na sam Gibraltar (ok. 12 euro). Ze względu na fakt, że odwiedzaliśmy rodzinę, z Marbelli zostaliśmy zabrani samochodem, jednakże na podstawie podróży innych osób mogę Wam powiedzieć, że to połączenie jest bezproblemowe – jeśli tylko nie będziecie próbowali dojechać na Gibraltar w nocy.
  2. Gibraltar posiada również własne lotnisko, które prezentuje się dość spektakularnie, ponieważ pas lotnika jest również drogą przejazdową i w przypadku lądowania czy startu samolotu, droga na 10 minut jest zamykana ze względów bezpieczeństwa. To również lotnisko, które ze względu na położenie, może mieć opóźnienia związane ze startem czy lądowaniem bądź samolot może być odesłany na inne pobliskie lotnisko ze względu na utrudniające wykonanie manewry wiatry panujące w cieśninie.
    Jeśli już zdecydujecie się na opcję lądowania na Gibraltarze, miejcie na uwadze to, że loty są drogie i samoloty latają tylko z poszczególnych lotnisk głównie z Anglii – Heathrow, Bristol, Gatwick, Birmingham, Luton i Manchester oraz z dwóch z Maroko – Casablanca i Tanger.
  3.  Fajną opcją jest również wybranie się na Gibraltar w formie wycieczki będąc chociażby w Hiszpanii na wakacjach czy w Maroko.

NOCLEGI

My osobiście mieliśmy zapewniony nocleg u rodziny,  który mocno odciążył nasz wyjazd finansowo. Jednakże, na takich portalach jak Booking czy Airbnb znajdziecie wiele ofert, część z nich nawet w miarę przystępnych cenach jak na takie miejsce, czyli za ok. 100 zł za noc (od osoby).


WALUTA I DOKUMENTY 

W przypadku każdej podróży warto mieć ze sobą jakiś dokument tożsamości. Jeśli chodzi o Gibraltar, dla bezpieczeństwa zabrałabym na Waszym miejscu również paszport. Gibraltar jest kolonią Brytyjską, a ze względu na brexit, warto być przygotowanym na różne sytuacje. O ile sprawdzane paszporty na lotniku są czymś oczywistym, o tyle niech Was nie zwiedzie granica między Gibraltarem a Hiszpanią. To jedna z tych granic na terenie Europy, gdzie ma miejsce kontrola i sprawdzane są dokumenty. To wszystko ze względu na fakt, na niższe ceny niektórych towarów na ternie Gibraltaru (jak chociażby alkoholu) oraz nielegalny transport produktów, które wysyłane z Afryki dryfują morzem do brzegu Gibraltaru, gdzie w Europie zgarniane są przez przemytników.

W przypadku waluty – w większości miejsc będziecie w stanie zapłacić i euro i funtami, jednakże przelicznik funta do euro jest znacznie korzystniejszy. Mogą zdarzyć się na Waszej drodze miejsce, gdzie tylko funty będę wchodziły w grę, dlatego warto być przygotowanym na taką sytuację.


Processed with VSCO with j6 preset


MOJE WRAŻENIA

W moim odczuciu Gibraltar to taki mikro Londyn o hiszpańskim klimacie. Zabudową w centrum sprawia, że możemy poczuć się jak w najlepszym kurorcie Morza Śródziemnego. Na obrzeżach dominuje natomiast nowoczesna architektura typowa jak na stolicę Wielkiej Brytanii przystało.

Po całym Gibraltarze możemy przemieszczać się charakterystycznymi czerwonymi autobusami. Niech Was jednak nie zmyli ich punktualność, jak na angielska kolonię przystało. Skądże – tutaj udziela się już hiszpański klimat i niektóre linie potrafią mieć niezłe opóźnienia (mogą one wynikać również z zakorkowanego miasta), a na przystankach znajdziecie jedynie godzinę odjazdu autobusu z początkowej stacji oraz rozpiskę przystanków, na których dany autobus się zatrzymuje. Informacja oczywiście przydatna, jednakże dla turysty zbyt mało mówiąca. Koszt przejazdu w jedną stronę to 1,75 funta. Ale spokojnie, Gibraltar jest na tyle małym powierzchniowo miejscem, że w wiele miejsc w miarę szybko można dostać się pieszo i pieszo także polecam się przemieszać, by móc zobaczyć więcej.

W wielu miejscach znajdzie również charakterystyczne czerwone budki telefoniczne, które są aktywne i z których można wykonać telefon. Widziałam, że nawet miejscowi z nich korzystają, co mnie tak naprawdę lekko zdziwiło. Turyści oczywiście odbierają je jako atrakcje i jak się domyślacie, były one często fotografowanym elementem.

Gibraltar patroluje angielska policja, a w szkołach dominuje język angielski. Skoro angielskie szkoły, to i uczniowie w mundurkach, oczywiście angielskich (które podobno nawet bardziej opłaca się sprowadzać z wysp). Zatem jak sami widzicie, Gibraltar choć sąsiaduje z Hiszpanią, to jednak do tej Hiszpanii nie należy (chyba, że mówimy tu o klimacie ;)). To tak naprawdę terytorium sporne pomiędzy Wielką Brytanią i Hiszpanią, zatem myślę, że część Gibraltarczyków z pewnością mogłaby się urazić, gdyby ich ziemie nazywano Hiszpanią 😀 Bo choć wiele mieszkańców jest wielojęzycznych, to jednak językiem urzędowym jest angielski, który jest uznawany również przez władze, sądownictwo czy administrację.

Co więcej? W czym Gibraltar różni się jeszcze od Hiszpanii, a przynajmniej w czym ja odczułam różnicę? W TURYSTYCE. Mam wrażenie, że ta część świata, choć wręcz jest wystawiona na takie możliwości i napływ dużych grup turystów, przez fakt położenia na mapie, nie jest zbyt nastawiona i przygotowana na turystykę. Oczywiście, do mariny potrafią przypływać statki z tysiącem ludzi na pokładzie i w tej niewielkiej części Gibraltaru z kasynem i hotelem na wodzie gwar jest nieustannie, ale w niedzielę o 20 na Main Street niemalże nie doświadczycie żywego ducha. Chciałabym powiedzieć, że byliśmy tam na początku czerwca, a porównując ten wyjazd z zeszłorocznym wypadem do Alicante, możemy śmiało powiedzieć, że z końcem kwietnia w tym hiszpańskim kurorcie życie tętni jak szalone, a te z gibraltarskiej mariny nawet tego stopnia nie przypomina. Oczywiście, pojedyncze knajpy znajdziecie o tej porze w niedzielę tam otwarte, ale nie liczcie na ogromne szaleństwo. I jest to jeden z kilku czynników, który sprawił, że Gibraltar w moich oczach figuruje bardziej jako miejsce do życia niż kurort turystyczny tętniący życiem nieustannie.


Processed with VSCO with j6 preset


CO WARTO ZOBACZYĆ?

Gibraltar w moim odczuciu kojarzył się z dwoma punktami wartymi odwiedzenia, ale podczas naszej podróży znaleźliśmy jeszcze kilka innych miejsc, do których po prostu warto wybrać się na spacer.

  • Pomnik Sikorskiego – to historyczne miejsce, które przyciąga turystów, nie tylko z Polski. Ale, co jest ciekawe informacje historyczne są w języku polskim – co uważam, że jest miłym gestem w stronę Polaków odwiedzających ten punkt. Punkt zwany Europa Point. Oczywiście, nie jest to koniec Europy, gdyż Przylądek Marroquí  znajdujący się w Hiszpanii ma ten tytuł, ale jest to najbardziej wysunięty na południe Europy punkt Gibraltaru, z którego przy dobrych wiatrach doskonale widać Afrykę. Przyznam, że osobiście będąc w tym miejscu odczuwałam jego moc. Obserwacja przepływających statków i świadomość, że Cieśnina Gibraltarka dzieli je od oceanu sprawiała, że człowiek uświadamiał jak mały jest na tle całego świata. Moment, gdy na żywo uzmysławiamy sobie, jak ten fragment na mapie wygląda, gdzie mamy styczność i z kontynentem Europy i Afryki, przed nami jest cieśnina, po jednej stronie widać morze, a w głowie świadomość istniejącego oceanu po drugiej stornie, sprawia że odczuwamy potęgę natury. Nieziemskie uczucie!


  • Harding’s Battery – przy pomniku Sikorskiego znajduje się jeszcze działo oraz w podziemiach historia powstania Gibraltaru, na przestrzeni milionów lat, także jest to dodatkowa atrakcja, którą można odwiedzić będąc już na miejscu.

  • Trinity House Lighthouse – czyli latarnia morska. Znajdująca się również po sąsiedzku wcześniej wspomnianych atrakcji. Co prawda, wejść na górę nie można (my nie mieliśmy takiej okazji), ale warto do niej podejść albo chociażby zrobić zdjęcie. Jest niesamowicie klimatycznie ulokowana i wraz z krajobrazem tworzy obraz niczym kadr z filmu. To chociażby sprawia, że można usiąść i chwilę podumać nad życiem przyglądając się zarówno jej, jak i całemu zapierającemu dech w piersiach otoczeniu.

1532002251687 — kopia

Processed with VSCO with j6 preset
Zestaw: sukienka Zara | kapelusz Answear | koszyk Simple | zegarek Daniel Wellington

  • Rock of Gibraltar, czyli Skała Gibraltarska zajmująca ogromną powierzchnię tego półwyspu. Wznosi się na 426 m.n.p.m. i wręcz kusi, by zdobyć szczyt. A ten warto zdobyć. Można na górę dostać się poprzez kolejkę linową, która startuje w okolicach ogrodów botanicznych, bądź podjechać samochodem, zostawić go na pewnej wysokości na parkingu lub w innym dozwolonym miejscu i przemieszczać się pieszo na górę. My mieliśmy zaparkowany samochód przy jednym z punktów widokowych na Afrykę, a dalej w górę poszliśmy wąskimi i stromymi ścieżkami Mediterranean Steps. Po zdobyciu szczytu przeszliśmy na drugą stronę i wracaliśmy szeroką wyasfaltowaną drogą. O ile na szczycie małp nie spotkaliśmy, o tyle na ścieżce powrotnej było ich już pełno. Najwięcej znajduje się ich przy wyjściu z kolejki linowej, tam też często turystów podwożą taksówkarze, by mogli zobaczyć małpy i z tego miejsca ruszyć zdobywać górę. UWAŻAJCIE NA MAŁPY. Akurat podczas naszego wypadu na górę nic się nie wydarzyło, ale wiele osób ostrzega przed ich agresywnością. Potrafią rzucać się na człowieka za jedzeniem i doskonale je wyczuwają. Rodzina nam opowiadała nawet o sytuacji, gdzie dobijają się do samochodu przez otwarte okno, także nie zostawiajcie otwartych samochodów, ani rzeczy na wierzchu, które łatwo zwinąć – plecaków, aparatów, telefonów, wszelkich dodatków biżuteryjnych, okularów, czapek, niemalże wszystkiego, co łatwo wpada w małpie ręce. Podobno małp nie można karmić, ale dużo osób to robi, przez co są one jeszcze bardziej rozbestwione i mniej boją się człowieka. Ze względu na fakt, że makaki magoty mogą żyć tutaj na wolności (podobno jedyne takie miejsce na mapie Europy), czują się jak u siebie i nie krępują się, by zaczepiać ludzi. Stąd też bądźcie ostrożni podczas Waszej wędrówki 🙂
  • Góra to także jaskinia św. Mikołaja, której my osobiście nie mieliśmy okazji zobaczyć, ale jeśli Wy będziecie mieli możliwość, myślę że warto odwiedzić to miejsce.

1532005399660

5gibraltar 1527841127138


  • Ogród Botaniczny –  zadbana przestrzeń z egzotyczną roślinnością. W czasie naszego pobytu akurat odbywała się ceremonia ślubna także była to pewna forma urozmaicenia. Jeśli chodzi o rośliny, to znajdziecie tam głównie okazy, które spotyka się w wielu miejscach podczas wakacji w ciepłych krajach. Miłym dla oka i duszy jest spacer alejkami pomiędzy całą tą roślinnością zebraną w jedno miejsce. Z pewnością nie trzeba poświęcać całego dnia na ogród botaniczny – chyba, że myślicie o spędzeniu czasu na ławce z książką. Jeśli zależy Wam jedynie na przejściu i dalszemu zwiedzaniu półwyspu, spokojnie możecie wpleść tę atrakcję w pozostałe plany, gdyż tak naprawdę z ogrodu botanicznego na Main Street jest już całkiem blisko.

Processed with VSCO with j6 preset
Sukienka B.sic stories | kapelusz, espadryle, kolczyki H&M | koszyk Simple Processed with VSCO with j6 preset

1532007291280


  • Main Street – i jesteśmy na głównej ulicy Gibraltaru, wzdłuż której zlokalizowane są sklepy odzieżowe oraz restauracje. Main Street zakończona jest placem Grand Casemates gdzie jest największe skupisko restauracji, zarówno tych typowo europejskich (Costa, Pizza Hut, Burger King), jak i ich lokalnych. Osobiście z tego placu mogę Wam polecić fish&chips z knajpy Roy’s Fish and Chips. Sama ryby jadam rzadko, ale z tego miejsca naprawdę mi smakowała! A jeśli chodzi o lody, którymi się tak zajadałam podczas całego wyjazdu, to zdecydowanie te z Gelateria Dolce Vita  – jedne z najlepszych lodów, jakie kiedykolwiek jadłam!

1532003016406


  • Gibraltar ze względu na swoje położenie to rozbudowane mariny, które są naprawdę przyjemne dla oka i pozwalają na chwilę odpłynąć… marzeniami o rejsie na tych pięknych łódkach, które tam cumują. Z pewnością warto wybrać się na spacer, szczególnie o zachodzie słońca. Wszystko nabiera zupełnie innego wymiaru, staje się bardziej magiczne i daje chociaż namiastkę tego prawdziwego żeglarskiego klimatu. Te najprzyjemniejsze dla oka to Ocean Village Marina oraz Queensway Quay .

1532002560439 napis


  • Lotnisko – przyznam szczerze, że polowaliśmy na samolot, ale w przypadku Gibraltaru jest to podwójna loteria. Po pierwsze – planowany lot może się opóźnić (nawet całkiem sporo, jak to w naszym przypadku wyszło 2 godziny, także jak się domyślacie, nie wyczekaliśmy) bądź nie przylecieć (wszystko zależy od wiatrów w cieśninie). Po drugie – nie ma się pewności, z której strony będzie startował czy lądował, bo tak naprawdę ponownie wszystko zależy od wiatrów. Droga w czasie startu czy lądowania jest zamykana i to na tyle daleko, by obiekty w pobliżu wszystko zasłaniały, zresztą i tak przebiega przez środek pasa, zatem widać jedynie kołujący samolot. Mając farta, można ustawić się albo w marinie, albo na której z plaż przy samym lotnisku. Z tych miejsc, myślę że jest ciekawy widok, pod warunkiem, że jeszcze ruch samolotu odbędzie się zgodnie z Waszym ustawieniem 😀


  • Commonwealth Park – zaaranżowanej parkowej zieleni na Gibraltarze zbytnio nie doświadczycie. Oczywiście, co rusz zasadzone są jakieś drzewa czy krzewy, ale mam tu na myśli typowe parki, jakie możemy spotkać w Polsce. Na półwyspie największy procent zieleni stanowi porośnięta roślinnością góra, a reszta to miejskie urozmaicenia. Jest jednak jedno miejsce, które jest typowym założeniem parkowym i jest nim Commonwealth Park. Może niewielka przestrzeń, ale zaaranżowana według planu. Do tego widać, że jest to miejsce zadbane, a zielona trawa cieszy nie tylko najmłodszych. Jeśli pragniecie chwili relaksu na trafie, to zdecydowanie najlepsze do tego miejsce 🙂


1532007905931


GDZIE PLAŻOWAĆ? 

My poznaliśmy cztery miejsca, ale jest ich nieco więcej. Zacznijmy od plaż piaszczystych:

  • Eastern Beach – to plaża, na którą dotarliśmy pierwszego dnia. Spodziewaliśmy się, że jest nieco dalej, a po chwili okazało się, że już mamy morze. To potwierdza, jak nie wielką powierzchnię zajmuje Gibraltar. Leży najbliżej lotniska, także siedząc na plaży można zauważyć kołujące do startu samoloty (bądź lądujące, ale tego my nie doświadczyliśmy). Plaża jest przyjemna, ale w czerwcu doświadczyliśmy lodowatej wody. Tłumy, to określenie w przypadku plaż na Gibraltarze nie istnieje, przynajmniej na początku sezonu, tak – czerwiec to u nich jeszcze początek sezonu, a bardziej wtedy są jeszcze przed sezonem. Na plaży można było spotkać jedynie miejscowych i to po godzinach ich pracy czy szkoły. Na tej plaży znajdują się bary, także spokojnie zaopatrzycie się w napoje (my z nich nie korzystaliśmy, ale były otwarte). Morze na tej plaży wyrzuca mnóstwo pięknych muszelek, przed których zbieraniem nie mogłam się oprzeć 😀

Processed with VSCO with c5 preset


  • Catalan Bay Beach – w moim odczuciu najpiękniejsza plaża, dość kameralna, z kolorową zabudową w tle. Bardzo mi się podobała. Była niesamowicie urokliwa i sprawiała, że czułam się jak na prawdziwych plażowych wakacjach. Trudno było wręcz uwierzyć, że Gibraltar oferuje taką piękną plażę. Morze było tutaj odrobinę cieplejsze, ale wciąż nie zachęcało mnie do pływania (wierzę, że w późniejszych miesiącach jest przyjemna woda). Oczywiście brzeg tej plaży również był usłany muszlami 🙂 Przyznam, że spacerowanie po plaży i wyłapywanie tego, co fale wyniosły na brzeg było jednym z moich ulubionych zajęć. Co do restauracji i baru – znajdują się przy promenadzie nad plażą.

1532013260380

1532013101971

Processed with VSCO with j6 preset
sukienka, pierścionek, kapelusz H&M | koszyk Mango

  • Sandy Bay – to plaża, która podbiła Wasze serca, gdy pokazywałam ją na Instagramie. Przyznam, klimat tej plaży był niepowtarzalny. Schematyczna zabudowa apartamentów do wynajęcia tworzyła nieco utopijny obraz świata, ale z drugiej strony prezentowała się dość fascynująco na tle góry. Do tego te kolorowe deski do pływania nadawały jej niesamowitego charakteru. Największą ciekawostką jest to, że piasek, którym pokryta jest ta plaża, to piasek przywieziony z Sahary po tym, jak morze wypłukało pierwotny brzeg. Stąd zbudowany wał osłaniający tę plaże, by ponownie nie nastąpiła ta sama sytuacja. Dzięki niemu woda była choć chłodna, to już przyjemna do kąpania i ja z chęcią w niej pływałam. Dodatkowo przy brzegu znajdziecie na dnie wiele małych krabów wędrujących w swoich muszlach. Było to niesamowicie urocze zjawisko i z fascynacją się im przyglądałam. Przypuszczam, że gdy następuje sezon w pełni, na plaży jest tłoczno i ludzie z wynajmowanych apartamentów wychodzą nad morze. Tak, poza tymi skorupiakami nie było niemalże żywego ducha. Na plaży znajdują się również dwa sąsiadujące ze sobą bary – jeden podczas naszego pobytu był zamknięty, drugi bar był po prostu budką z lodami i napojami.

7gibraltar 1528228880058

 

1532014257013 napis

Processed with VSCO with j6 preset
Strój kąpielowy Happy Surfer | kapelusz przywieziony z innej podróży

Na te powyższe plaże oczywiście można dojechać autobusem. My decydowaliśmy się na spacer (czasami z wyboru, a czasami z konieczności, gdy nam autobus nie przyjeżdżał) i zajmował nam średnio od 25 minut (na Eastern Beach) do 45-50 minut na kolejne. Między każdą z nich jest jakieś 10-15 minut drogi piechotą, a ruszaliśmy z okolic szkół znajdujących się przy Queensway Road.


Processed with VSCO with j2 preset


  • Western Beach – to jeszcze jedna piaszczysta plaża, na którą my osobiście nie dotarliśmy, ale jest to plaża po drugiej stronie półwyspu – symetrycznie do Eastern Beach i również znajduje się przy lotnisku.

A teraz pora na plaże betonowe i kamieniste, a te znajdują się na południu półwyspu

  • W zatoce Camp Bay  znajduje się plaża Little Bay – to plaża, którą można bardziej określić założeniem wypoczynkowym. Ale, jest to dość nietypowa przestrzeń. Z góry robi wrażenie. W dużej mierze ze względu na fakt tak dużej wybetonowanej powierzchni, która ponownie – wygląda dość utopijnie. Stoliki poustawiane są w przemyślany sposób, widać że zgodnie z założeniem planisty. W ten sposób tworzą wrażenie ładu i porządku. I o ile sama przestrzeń rzeczywiście – wygląda na dokładnie zaplanowaną i zrealizowaną według projektu, o tyle z samym porządkiem jest tam ciężko. Przez cały brud tworzony przez człowieka, ta plaża strasznie straciła w moich oczach. Widać, że ludzie zostawiają śmieci czasem tam, gdzie jest im wygodniej, a te się wręcz piętrzą. Czy poza betonem jest też skrawek innej plaży? Oczywiście. Są małe kamieniste plaże z których można prosto wejść do wody, jednakże fale potrafią być na tyle zasięgowe, że raczej nie ma co liczyć na rozłożenie się z ręcznikiem. Do tego, ze względu na fakt, że wiele kontenerowców w tamtych okolicach cumuje, woda potrafi być zanieczyszczona – co zresztą sami widzieliśmy. W takim wypadku pozostaje głownie beton i atrakcja, jaką są baseny oraz knajpy. A, i uwaga na mewy! Jest ich tam naprawdę dużo, ze względu na fakt, że plaża jest sporą powierzchnią i ludzie konsumują różne rzeczy, na które te ptaki później polują.

Processed with VSCO with j6 preset

1532013765341

Processed with VSCO with j6 preset


  • W zatoce Little Bay znajduje się plaża Camp Bay – aby dostać się na tę plażę, będąc wcześniej na poprzedniej, wystarczy minąć wodospad, który będzie po lewej stronie. My już tak naprawdę do tej plaży nie dotarliśmy. Jeden głos mówił „może jest tam coś fajnego”, drugi „tam pewnie już nic nie ma” i takim sposobem nie trafiliśmy na tę plażę, czego nieco żałuję, ponieważ wygląda na ładniejszą od jej poprzedniczki z przyjemniejszym zejściem do morza (tu sugeruję się już materiałami z sieci). Może jeszcze kiedyś będę miała szansę ją zobaczyć. A jeśli nie, to mam nadzieję, że Wy mi jakieś zdjęcia z tego miejsca podeślecie! 😉

Na koniec postanowiłam wrzucić coś na wzór kosztorysu. Z chęcią powiedziałabym Wam ile wydałam na taki wyjazd, ale przez fakt, że nocleg mieliśmy zapewniony u rodziny i jadaliśmy z nią część posiłków, nie byłby on wystarczająco autentyczny. Mimo wszystko, podaję ceny biletów, jak prezentują się zakupy w spożywczaku i czy wypicie kawy na Main Street grozi bankructwem 😉

Bilety lotnicze: Warszawa Modlin – Malaga ok. 450 zł za osobę w dwie strony

Bilety autobusowe: Hiszpania Malaga lotnisko – Marbella – ok. 6 euro osoba
Hiszpania Marbella – Gibraltar – ok. 12 euro osoba

Taksówka Gibraltar – Malaga lotnisko – 70 euro

Ze względu na fakt, że nie było połączeń autobusowych jeśli chodzi o drogę powrotną na lotnisko, tak aby nam dopasować przyjazd na lotnisko z odlotem samolotu, zdecydowaliśmy się na opcję zwaną taksówką na lotnisko. Na Gibraltarze jest kobieta – Polka, która wozi turystów. Od naszej dwójki wzięła 70 euro. Gdybyśmy mieli wydać na busa oraz nocleg w Maladze, wyszłoby nam to znacznie drożej. Opcję – jazda busem i siedzenie na lotnisku również odrzuciliśmy, bo dla zaoszczędzenia 20 euro, siedzielibyśmy tam 7 godzin, co znacznie pogłębiłoby nasze zmęczenie, a w Polsce trzeba było wsiąść w samochód i bezpiecznie dojechać z lotniska do domu.

Kawa w kawiarni – ok. 2-2,5 funta

Lody spora gałka – ok. 3 funtów

Piwo w restauracji – ok. 3-3,5 funtów

Fish&chips – od 9 funtów

Kawałek pizzy w Pizza Hut – 1 funt

Jazda autobusem w jedną stronę: ok. 2 funty osoba

Zakupy w sklepie:

Ceny były w miarę przystępne. Oczywiście, po przeliczeniu funtów na złotówki okażą się zawyżone, jednakże radzę nie kierować się takim przelicznikiem, bo można zwariować. Oczywiście, gdy ktoś liczy na oszczędny wyjazd warto wybrać jakąś ekonomiczniejszą opcję z oferty danego sklepu, ale wiem, że przekładanie obcej waluty na złotówki potrafi zepsuć humor 😀 Polecałabym już raczej porównywać jak mniej więcej wypadają zakupy na Gibraltarze, do zakupów w wakacyjnych kurortach chociażby Hiszpanii. I tak naprawdę nie wychodzi to znacznie więcej.

Woda i napoje były w dość standardowych cenach.

Piwo, można było znaleźć od 1 funta w górę. W np. czteropakach zawsze znacznie bardziej się opłacało zakupić niż pojedynczo.

Warzywa, owoce również w standardowych cenach. Słodycze staramy się ograniczać, ale za 3 duże amerykańskie ciastka, wypiekane w supermarkecie, zapłaciliśmy 1 funta.

Ogólnie ze względu na fakt, że dominującą walutą jest funt, zakupy wychodzą delikatnie drożej, jednakże funt ma lepszy przelicznik niż euro na Gibraltarze, dlatego bardziej opłaca się posiadać angielską walutę.


Z mojej strony to tyle. Na chwilę obecną czuję, że wyczerpałam temat na tyle, ile byłam w stanie. Mam nadzieję, że ten wpis okaże się pomocny, jeśli chcielibyście sami wybrać się w tę część Europy. Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało je zadawajcie. Z chęcią na nie odpowiem dodatkowo umieszczając je w tym wpisie 🙂

Do następnej podróży!


Processed with VSCO with j6 preset

Comments

comments

Dodaj komentarz