Processed with VSCO with j2 preset

Naturalna wersja azjatyckiego rytuału pielęgnacyjnego.

Aktualnie jestem po lekturze książki „Sekrety urody Koreanek” Charlotte Cho. I tak, mój cały pogląd dotyczący pielęgnacji uległ zmianie. Zdziwieni? Ja nieco tak. Przecież byłam przekonana, że i tak wystarczająco dbam o cerę, a tych 10 kroków jest niemalże nadwrażliwym podejściem do jej pielęgnacji. Nie, nie jest. A moje dbanie o cerę, czytaj – zmywanie makijażu, używanie kremu nawilżającego i używanie naturalnych produktów do makijażu to jednak nieco za mało. Oczywiście, forma mojego oczyszczania twarzy nie była aż tak tragiczna, ale widzę, że również niewystarczająca – używanie samego mydła do demakijażu czy samego olejku stworzonego do tej czynności bądź oleju kokosowego, to tylko jeden z wielu etapów, które powinny stać się codzienną rutyną. Po lekturze książki rozumiem, dlaczego powinnam się do tego przykładać bardziej i myślę, że takiego olśnienia potrzebowałam – tylko dlatego tak późno! Swoją drogą lepiej późno niż wcale 🙂

Główne moje błędy: niewłaściwy demakijaż i brak używania toników, zaniedbywanie cery o poranku – mam tu na myśli mycie twarzy o poranku jedynie wodą i używanie jedynie kremu nawilżającego (wieczorami, gdy nie miałam makijażu na twarzy pielęgnacja opierała się na tym samym), rozcieranie kremów – zamiast wklepywanie oraz wycieranie twarzy ręcznikiem, ruchem powodującym napięcia skóry, zamiast delikatne zbieranie wody, określane przez autorkę książki pacnięciami.

Domyślam się, część z Was jak to przeczytała pewnie złapała się za głowę. Ten wpis zatem, nie będzie dla Was nowością jeśli chodzi o sposób pielęgnacji, ale może zapoznacie się z produktami, z którymi wcześniej nie miałyście do czynienia. Jednakże, jeśli część z Was, już na wstępie pomyślała, że postępuje podobnie do mnie (okej, czasem robię jeszcze peelingi i maseczki), to lektura obowiązkowa.

Przed Wami etapy mojej codziennej pielęgnacji, do której używam aktualnie naturalnych kosmetyków marki Orientana.

Od ponad roku przerzuciłam się na produkty, które w swoim składzie mają samo dobro, a w dodatku czynią dobro. Wiem, może moja pielęgnacja nie składała się w tylu kroków, ilu powinna, a w dodatku niektóre kroki wykonywałam w niewłaściwy sposób. Nie dam jednak sama sobie zarzucić, że korzystałam ze złych kosmetyków, bo królowały produkty naturalne. Klasyczne drogeryjne marki zastąpiłam wyszukanymi produktami, które w swoim składzie są w 100% naturalne. Takie są również kosmetyki marki Orientana. Nie zawierają w swoich składach ani procenta szkodliwej chemii, za to bogate są w ekstrakty z roślin azjatyckich, pochodzących z czystych ekologicznych rejonów Azji. Kompozycje kosmetyków oparte są na wiedzy i tradycji krajów Azji, co tylko dodatkowo świadczy pozytywnie o produktach z etykietą tej marki. Kończąc to wprowadzenie dodam również, że Orientana nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach, a pozyskiwanie surowców takich jak wosk pszczeli, kozie mleko i śluz ślimaka odbywa się bez szkody dla zwierząt.

Skoro Was już wprowadziłam w tematykę, myślę, że śmiało możemy przejść do etapów pielęgnacji 🙂


Processed with VSCO with j2 preset
TONIK DO TWARZY IMBIR I TRAWA CYTRYNOWA | BALSAM DO UST IMBIR I TRAWA CYTRYNOWA | ODŻYWCZY BIO OLEJEK DO DEMAKIJAŻU NEEM | NAWILŻAJĄCA BIO PIANKA DO MYCIA TWARZY GURDLINA JAPOŃSKA | NATURALNY KREMOWY PEELING PAPAJA I ŻEŃSZEŃ INDYJSKI 

Powyżej na zdjęciu widzicie moje podstawowe produkty, które wchodząc w skład mojej codziennej pielęgnacji. Okej, jedynie peeling wchodzi w ruch 2 razy w tygodniu, pozostałe kosmetyki używam co najmniej dwa razy w ciągu dnia. Otóż dlaczego? Ponieważ nawet jeśli nie mamy makijażu na twarzy, to w ciągu nocy oraz w ciągu dnia, na twarzy gromadzi nam się wytwarzane sebum oraz pot, które należy usunąć oraz zanieczyszczenia, które są w powietrzu i które mimowolnie osiadają się na skórze naszej twarzy, jak i na całym ciele. Oczyszczanie zatem, to podstawowy krok do posiadania pięknej i zdrowej cery, dlatego najlepiej, jeśli przebiega dwuetapowo.

1. DEMAKIJAŻ LUB POZBYWANIE SIĘ ZANIECZYSZCZEŃ – najlepiej kosmetykiem do demakijażu i olejkiem myjącym

W ten sposób pozbywam się pierwszych największych zanieczyszczeń. W przypadku intensywniejszego makijażu – mam tu namyśli pomalowane oczy czy usta, początkowo – na zwilżony wacik aplikuję pompkę olejku myjącego. Odżywczy Bio Olejek do demakijażu Neem ma intensywny, ale nie dławiący drzewny zapach, który sprawia, że już na wstępie czuję się zrelaksowana i nabieram ochoty na cały rytuał. Cieszę się, że tak jest, bo pozytywne nastawienia na zmywanie makijażu przekłada się na dokładność. Ale, wróćmy do czynności – waciki przykładam na chwilę do części twarzy, które chcę nimi docelowo wyczyścić i czekam chwilę, aż olejek rozpuści kosmetyki i sprawi, że delikatnie zmyję je. Następnie aplikuję kolejną pompkę olejku myjącego i masującymi okrężnymi ruchami rozprowadzam go po całej twarzy, również dając chwilę, aż rozpuści cały pozostały makijaż. Jednoczesny masaż twarzy poprawi krążenie, dzięki czemu Wasza cera zyska zdrowszy koloryt. Następnie zmywam wszystko ciepłą wodą i przechodzę do kroku drugiego .

2. PONOWNE MYCIE TWARZY – kosmetykiem myjącym na bazie wody 

Na naszej skórze mogą pozostać jeszcze ślady olejku czy makijażu, dlatego warto jest umyć ponownie twarz kosmetykiem na bazie wody. Ja stosuję do tego Nawilżającą Bio Piankę, która wraz z olejkiem tworzy świetny duet przy tego typu czynnościach. Dwie pompki, ponownie chwila poświęcona na okrężne ruchy, woda i mam pewność, że moja cera już nie posiada zanieczyszczeń. Pianka ma delikatniejszy zapach niż olejek, dzięki czemu nie czuję, że moje zabiegi są intensywnie perfumowane. W moim przypadku to plus, gdyż lubię ładne i ciekawe zapachy, ale ich nadmierna ilość prowadzi do zniechęcenia, np. wykonywania jakiś czynności. Pianka zawiera w swoim składzie GURDLINE JAPOŃSKĄ, która jest traktowana jako środek na wszelkie dolegliwości. Przede wszystkim pomaga utrzymać właściwy stan nawilżenia, goi drobne rany i stany zapalne oraz łagodzi podrażnienia. Idealna do każdego typu cery, ale myślę, że do tej problematycznej szczególnie.

3. PEELING

Po tych dwóch etapach czuję, jak bardzo gładka jest moja skóra, jednakże dwa razy w tygodniu wykonuję peeling. O tym nigdy nie zapominałam i wcześniej, ale teraz jest to stały i częsty element mojej pielęgnacji. Nie wolno lekceważyć tego etapu. Pamiętajcie, że peeling pomaga rozbić drobinki brudu w zatkanych porach oraz pozbyć się martwego naskórka. Nie dość, że poprawi się struktura Waszej skóry, to i ułatwicie wchłanianie się kosmetyków. Peeling z Orientany to propozycja, która idealnie wpisała się w moje potrzebny. Jest delikatny, z drobnymi granulkami, które nie podrażniają, ale przyjemniej pracują na twarzy. Jest to produkt o bogatym składzie – żeńszeń indyjski, masło shea, papaja i sandałowiec i delikatnym zapachu. Tak przyjemny, że gdy go rozetrę na twarzy, nie spieszno mi go zmywać.

Ale, w końcu trzeba! Robię to delikatnie (wszystkie moje ruchy stały się delikatniejsze po przeczytaniu książki), a mokrą twarzy wycieram ręcznikiem. Bardziej mogę to nawet określić pacnięciami niż wycieraniem. Pamiętajcie, by jedynie przykładać ręcznik. Agresywniejsze ruchy prowadzą do ciągłego napinania twarzy w każdą stronę, co skutkuje zmarszczkami.


Orientana neonowa strzala 2


4. TONIZOWANIE

Wierzcie mi, to etap, który wcześniej pomijałam, a który teraz szczególnie pilnuję, aby nastąpił. Tonizowanie skóry pomaga usunąć pozostałości zanieczyszczeń, jeśli takie pozostały, pomaga utrzymać odpowiednią barierę ochronną skóry, a także przygotuję skórę na przyjęcie kolejnych kosmetyków. Tonik, który ja posiadam, nie ma w swoim składzie alkoholu (co mnie cieszy).  Niesamowicie odświeża, do czego mocno przyczynia się jego zapach pochodzący od trawy cytrynowej oraz regeneruje -tutaj ma swój udział imbir. To pozycja, idealna do stosowania o poranku, gdy nasze oczy jeszcze w pełni się nie otworzyły. Po takim powiewie świeżości ciężko być później zaspanym 🙂


 

Processed with VSCO with j2 preset


Processed with VSCO with j2 preset
KREM POD OCZY ZE ŚLUZEM ŚLIMAKA | BIO MASKA – ESENCJA PAPAJA I KURKUMA | BOGATY KREM Z KURKUMĄ | HYDROKURACJA Z KURKUMĄ | BOGATY KREM Z SZAFRANEM | HYDROKURACJA Z SZAFRANEM

Po etapach z wiązanych z oczyszczaniem, pora na etapy (tak, jest ich kilka) związanych z nawilżaniem. W moim pakiecie znajduje się krem pod oczy, esencja, krem z szafranem oraz hydrokuracja z szafranem, a także krem z kurkumą oraz hydrokuracja z kurkumą. Poza tym, posiadam również nawilżające serum oraz korzystam z masek – płacht nawilżających. Zwieńczeniem wszystkiego jest balsam do ust. Ale, po kolei…

5. ESENCJA

Z książki wiem, że jest to produkt, którego Koreańczycy w swojej pielęgnacji nie pomijają, ale nie jest on tak popularny poza Koreą. W mojej kosmetyczce nie mogło jednak jej zabraknąć i jest nią Bio Maska-Esencja Papaja z Kurkumą. To esencja o żelowej konsystencji do aplikowania na noc i właśnie wieczorami ją nakładam na twarz. Poza intensywnym nawilżeniem i ułatwieniem dogłębnego wprowadzenia substancji aktywnych, esencja ma za zadanie rozjaśniać przebarwienia, a na tym szczególnie mi zależy. Niestety, moja cera należy do problematycznych i liczne plamki po wypryskach sprawiają, że czuję lekki dyskomfort. Ale, mam wrażenie, że już niedługo. Efekty są zauważalne, co mnie niezmiernie cieszy.

6. SERUM

Serum to taka gęstsza forma esencji i stosuje się je na konkretne problemy skórne. Jak wspomniałam, moimi są głównie przebarwienia i pojawiające się wypryski, dlatego postawiłam na Bio Serum do twarzy z witaminą C i morwą mające zwalczać przebarwienia. Wchodzący w skład aloes silnie nawilża, a morwa biała reguluje przebarwienia skórne. Duet idealny. Serum nakładam wraz z esencją na noc. Są to bardziej żelowe kosmetyki, które pozostawiam do spokojnego wchłonięcia i działania w nocy, gdy zachodzi na naszej twarzy większość procesów regeneracyjnych.

7. MASKA W PŁACHCIE

I tu zadaję sama sobie pytanie, dlaczego tak późno odkryłam coś tak świetnego. Nim sama wypróbowałam, byłam przekonana, że to pic na wodę, a każda zachwalająca maseczki w internecie dziewczyna stała się ofiarą świetnego marketingu. Zmieniłam natychmiastowo zdanie, gdy użyłam mojej maseczki. W życiu nie czułam się przyjemniej – zarówno mając ją na twarzy, ale i po zdjęciu. Jest to na pewno uzależniający etap pielęgnacji i najlepsza forma maseczek, z której do tej pory korzystałam. Jej skład, to same ochy i achy, prowadzące do intensywnego nawilżenia, ujędrnienia oraz regeneracji. Raj dla naszej cery.


Processed with VSCO with j2 preset
BIO SERUM DO TWARZY Z WITAMINĄ C I MORWĄ  | MASKA W PŁACHCIE MIŁORZĄB JAPOŃSKI ORAZ ALOES | BALSAM DO UST IMBIR I TRAWA CYTRYNOWA

Przed nami ostatnie 3 etapy pielęgnacji.

8. KREM POD OCZY

O sławie produktów zawierających w swoim składzie śluz ślimaka się już nasłyszałam i sama pozytywnie przekonałam. Produkty te nie dość, że doskonale działają nawilżająco, to również eliminują przebarwienia. Na stronie marki możemy przeczytać, że krem ten działa drenująco i przeciowobrzękowo zmniejszając worki pod oczami i stymuluje krążenie, doprowadzając do zmniejszenia obrzęków. W moim przypadku to must have, gdyż poza przebarwieniami, borykam się z dużymi workami.  Przyznam szczerze, że wcześniej nie korzystałam z innych produktów pod oczy. Uważałam, że jestem na to za młoda, skóra pod oczami przyzwyczai się do kremów i szybciej nabawię się zmarszczek. Co za mity! Zmarszczek, to bym się najprędzej nabawiła od nieodpowiedniego aplikowania kremu, co zresztą robiłam – czyli rozprowadzałam krem nawilżający na powierzchni całej twarzy, nie oszczędzając przy tym oczu. Mam tu na myśli złą konsystencję, ale i ruchy. Ten krem ze śluzem ślimaka ma delikatną formułę, jest niemalże bezzapachowy, a aplikuję go delikatnie wklepując palcami niż pocierając skórę pod oczami (sytuacja jak z ręcznikiem i wycieraniem twarzy, żadna z nas nie chce się nabawić zmarszczek).


Processed with VSCO with j2 preset
KREM POD OCZY ZE ŚLUZEM ŚLIMAKA 

9. NAWILŻANIE

Okej, to moment mojej pielęgnacji, który jest mi znany od dawna. Mogę śmiało powiedzieć, że przetestowałam już w swoim życiu mnóstwo produktów nawilżających. Jedne były zadowalające, drugie po jednym użyciu trafiały do bubla (jak to moja babcia mawia). Tak naprawdę krem nawilżający kremowi nawilżającemu nierówny. Mają one różne konsystencje, składy, ale i tak naprawdę działanie, bo właśnie ich skład się na to przenosi. Poza esencją i serum, które głównie stosuję na noc, korzystam również z nawilżania najnowszą linią kremów, jaką marka Orientana posiada w swoich zasobach. W zależności od humoru, potrafię wysmarować się również nimi na noc. Jeśli chodzi o linię – stosuję je naprzemiennie, raz kurkumę raz szafran, ale nie zdarzyło mi się jeszcze mieszać kurkumy z szafranem przy jednoczesnym aplikowaniu na twarz.


Processed with VSCO with j2 preset
BOGATY KREM Z SZAFRANEM | HYDROKURACJA Z SZAFRANEM | BOGATY KREM Z KURKUMĄ | HYDROKURACJA Z KURKUMĄ

Powyższe kremy pochodzą z linii Bio Ayurveda i oczywiście są w pełni naturalne. Seria kosmetyków z szafranem, wysoko cenionym składnikiem ajurwedyjskich kosmetyków, skierowana jest dla osób o cerze normalnej i dojrzałej, gdyż szafran ma właściwości opóźniające procesy fotostarzenia się skóry. Dodatkowo ma właściwości mocno odżywcze, rozjaśniające przebarwienia i wyrównujące koloryt skóry. Seria z kurkumą skierowana jest do osób o cerze normalnej i problematycznej, gdyż kurkuma ma wysokie działanie przeciwzapalne, antybakteryjne i antyseptyczne. A dodatkowo również rozjaśnia przebarwienia. Zdaje mi się, że chyba doskonale wiecie, dlaczego zaprzyjaźniłam się z tymi kosmetykami 😉


Orientana neonowa strzala 7

Ostatnim, 10-tym etapem pielęgnacji są filtry kremy z filtrami SPF, które nakładamy na twarz – po tych wszystkich etapach, jako zwieńczenie całości. Oczywiście, na noc możecie sobie śmiało odpuścić ten etap, ale za dnia pamiętajcie o tym zabezpieczeniu skóry twarzy przed szkodliwymi promieniami słonecznymi. Koniecznie zagłębcie się ten temat i zaopatrzcie w jakiś odpowiedni dla Was produkt. Najlepszy będzie SPF 50+ – charakteryzujący się wysoką ochroną przed UVB oraz oraz PA +++ – charakteryzujący się wysoką ochroną przed UVA.

Hu! Doszłam do końca. I tak naprawdę mam Wam już niewiele do powiedzenia. Cieszę się, że przeniosłam się na tę formę pielęgnacji i poświęcam cerze więcej czasu, ponieważ widzę różnicę (widziałam ją już po tygodniu). Pozytywną różnicę. Moja cera jest gładsza. Ma więcej blasku, nabrała kolorów (nie jest taka szara jak zimą). Przebarwienia mi znikają, a ja zaczynam się czuć z nią pewniej. Mimo przeziębienia, które mnie aktualnie dotknęło, nie boję się spojrzeć w lustro, bo choć wyglądam słabiej, to nie załamująco, a to wszystko za sprawą zdrowszej cery. Z pewnością przyczyniają się do tego naturalne produkty, które nie zatykają mi porów i działają wręcz leczniczo. Na mojej twarzy pojawia się mniej nieproszonych gości, nie przytrafiają się suchsze miejsca, a przebarwienia tracą na intensywności. Cera jest niespotykanie gładka i przyjemna w dotyku, co mnie cieszy szczególnie, bo to znak, że wszystko idzie w dobrym kierunku – w kierunku zadbanej i promiennej twarzy. Rozpoczynając tę przygodę z pielęgnacją, obawiałam się trochę, że szybko się tym znudzę lub zniechęcę. Byłam lekkim niedowiarkiem, który po przetestowaniu na własnej skórze jest w stanie powiedzieć, że ten cały wschodni rytuał pielęgnacji twarzy jest wart zachodu.

Comments

comments

Dodaj komentarz