Processed with VSCO with j2 preset

Moja kosmetyczka – Annabelle Minerals

Od dwóch miesięcy testuję kosmetyki mineralne polskiej marki Annabelle Minerals i myślę, że to dobry moment na podsumowanie moich odczuć związanych z obcowaniem z minerałami. Na wstępie powiem, że przed Annabelle Minerals nie korzystałam wcześniej z innych produktów mineralnych, zatem nasza rodzima marka jako pierwsza stała się bliska memu sercu i zaraz dowiecie się dlaczego 🙂

Nim produkty Annabelle Minerals trafiły w moje ręce korzystałam zawsze z podkładów dostępnych do kupienia w typowych drogeriach. Wychodziłam z kilku założeń, nie zawsze właściwych:

  • łatwy i szybki zakup – zachodzę do drogerii, a po konsultacji z ekspedientką wiem, jaki podkład do mnie pasuje najbardziej i który spełnia moje oczekiwania. Tak było oczywiście przy zakupie, gdy Panie zawsze twierdziły, że ten kolor będzie idealnie pasował do mojej karnacji, a do tego da super efekt krycia bez maski. W domu momentami okazywało się, że niekoniecznie był to dobry zakup, ale skoro już doszło do transakcji, to kończyło się na „jakoś się przyzwyczaję„, „dobra niech będzie„.  Część zużywałam, część stała nieruszana w szafce aż powitała śmietnik. Jak sami widzicie, zadowolenie nie było na najwyższym poziomie;
  • cena – zwykle porywałam się na podkłady kosztujące od 35-60 złotych. Uważałam, że to wystarczająca suma jak na podkład, który mam nosić na twarzy kilka godzin i to nie codziennie, zatem po co wydawać więcej. Na produktach kosmetycznych nigdy za dobrze się nie znałam ponieważ makijaż wykonuję zwykle, gdy wychodzę  z domu zobaczyć się z kimś więcej niż chłopakiem, a tak się składa, że od półtorej roku nie jest to na tyle często, by się codziennie malować. Zresztą, mimo przebarwień, lubię siebie bez makijażu, zatem gdy naprawdę nie widzę sensu, by się malować, to tego nie robię i cieszy mnie ten stan. W związku z tym, nie interesowałam się nigdy składami i co każdy produkt na rynku może mi zaoferować. Polegałam na opiniach innych bądź własnych testach i nie inwestowałam więcej niż 60 zł, bo to i tak wydawało mi się wiele. Po minerały nie sięgałam, bo w moim odczuciu (a bardziej po cenach, które widziałam w Sephorze) kosztowały jeszcze większe sumy niż fluidy, zatem obawiałam się, że zwyczajnie pieniądze pójdą w błoto, gdy kolejny produkt nie będzie mi pasował.

Processed with VSCO with j2 preset

Jak się okazuje, minerały, których tak się obawiałam, okazały się zbawieniem w mojej kosmetyczce. Oczywiście, do tej pory miałam możliwość pracować jedynie na produktach Annabelle Minerals i uważam, że jest to świetna marka, dodatkowo polskiego pochodzenia, od której warto zaczynać jakiekolwiek rozmowy o produktach mineralnych i od której warto zaczynać testy na własnej twarzy. Zmieniła ona całkowicie moje podejście do minerałów i bardzo mnie to cieszy, bo na chwilę obecną nawet nie wyobrażam sobie powrotu do standardowych kosmetyków. Dlaczego?

  • spełnione oczekiwania – Annabelle Minerals ma swojej kolekcji trzy rodzaje podkładów mineralnychrozświetlający, matujący oraz kryjący, a każdy z nich posiada 22 odcienie. Tak szeroka gama kolorystyczna pomaga dobrać właściwy ocień produktu do niemalże każdej karnacji. U mnie świetnie sprawdza się odcień Golden Fair, jednakże gdy jestem bardziej opalona, łączę go z Golden Medium uzyskując tym działaniem idealny kolor podkładu do aktualnej opalenizny. Do tego, w zależności jakiego efektu oczekujemy bądź co konkretnie chcemy delikatnie w swojej urodzie podrasować makijażem, możemy dobrać właściwy rodzaj produktu. Moim największym pragnieniem jest zawsze dobre krycie, bez efektu maski i to uzyskuję dzięki podkładowi kryjącemu. Matujący natomiast, w odcieniu o ton ciemniejszym niż kryjący, świetnie sprawdza się jako bronzer. I to zdecydowanie jest zaleta tych produktów – ich uniwersalność.

Processed with VSCO with j2 preset

  • dobro dla skóry – produkty mineralne marki Annabelle Minerals składają się jedynie z 4 składników – minerałów, czyli jak to mawiają – zdrowa chemia dla cery. Często rezygnuję z makijażu na rzecz podkurowania moich problemów z trądzikiem. Wychodzę z założenia, że im mniej makijażu, tym lepiej dla mojej skóry twarzy. I z pewnością to podejście jest niezmienne w stosunku do standardowych podkładów. W przypadku minerałów nie obawiam się, że całodzienny makijaż może negatywnie wpłynąć na moją cerę. Wręcz przeciwnie! Tego lata, w największe upały, przyszło mi pracować chwilę bardziej fizycznie niżeli typowo biurowo (w domu przed laptopem) i wymagało to też ode mnie codziennego makijażu. Lekko obawiałam się tego, że taki upał i jeszcze makijaż przez kilka godzin dziennie w ciągu dwóch tygodni narobi mi jedynie krzywdy. Myliłam się i to doświadczenie zbliżyło mnie na dobre do minerałami. Po dwóch tygodniach, mimo codziennego makijażu, stan mojej cery znacznie uległ polepszeniu i jestem wręcz przekonana, że to dzięki tym naturalnym produktom. Ta ich pozytywna cecha przekonuje mnie do tego typu kosmetyków w 100%. Do tego stanowią ochronę przed UVA i UVB oraz nie są testowane na zwierzętach, zatem możemy być spokojne zarówno o nasze dobro, jak i dobro zwierząt.
  • cena – ta, ku mojemu zdziwieniu, jak na tak dobry produkt, dość niska. Od 35-60 zł w zależności od produktu i jego pojemności (nie mówię o kolorówce jak cienie czy róże), czyli w widełkach cenowych moich wcześniejszych zakupów i znacznie wykraczająca poza poziom zadowolenia w przypadku wcześniejszych podkładów. Bo za tę cenę mam idealnie dobrany kolorystycznie podkład, świetne krycie oraz zdrowotne działania dla cery, gdyż pozwalam jej wciąż oddychać mimo makijażu na twarzy.

Jedynym minusem, na chwilę obecną, może wydawać się brak możliwości sprawdzenia na sobie tych produktów podczas wyjścia na standardowe zakupy makijażowe. Jednakże zapewniam – jeśli tylko odwiedzicie salon filmowy w Warszawie, z pewnością spotkacie się z profesjonalną obsługą, która doradzi odpowiednie produkty oraz kolorystykę. Jeśli natomiast nie jest Wam po drodze do Warszawy, marka oferuje na swojej stronie zakup testerów, dzięki czemu nie musicie dokonywać zakupu standardowych rozmiarów, a mniejsze próbki za niższą cenę 🙂

Processed with VSCO with j2 preset

Przejdźmy do aplikacji produktów, która jak się okazuje, szczególnie w przypadku podkładów i metody na sucho – jest banalnie prosta. Niewielką ilość produkty wsypuje do wieczka, maczam pędzel, a następnie strzepuje nadmiar pudru i okrężnymi ruchami – pędzlem KABUKI, nakładam produkt na twarz i tak powtarzam te kroki do momentu uzyskania pełnego krycia. W okolicach oczu i nosa świetnie sprawdza się pędzel BABY KABUKI, który przez mniejszą powierzchnię włosia dociera dokładniej w miejsca, gdzie standardowa wielkość pędzla może nie u każdego się sprawdzić 🙂

Pędzlem do różu, jak sama nazwa mówi, nakładam róż i bronzer (czyli wcześniej wspominany podkład Golden Medium). I tu należy uważać, by nie narobić sobie krzywdy i nie zniszczyć istniejącego już makijażu. Produkty są wysoko napigmentowane, dlatego polecam delikatnie się z nimi obchodzić. W roli rozświetlacza używam czasem cieni i z nimi należy obchodzić się jeszcze delikatniej niż chociażby z przed chwilą wspomnianym różem. Do tego etapu makijażu świetnie sprawdza się pędzel MINI KABUKI.

MINI KABUKI, pędzel do rozwierania cieni oraz ścięty do cieni świetnie nadają się do nakładania kolorówki na oczy. Jako że jestem miłośniczką malowania całej powieki jednym jasnym cieniem, najczęściej używam MINI KABUKI. Dwa pozostałe rewelacyjnie wypadają przy tworzeniu różnych fantazji na oku. Do mocnego napigmentowania danego miejsca czy idealnego połączenia dwóch kolorów sprawdzi się pędzel z zaokrągloną główką, a do płynnego roztarcia – ten ze świętą.

Ważną informacją przy pędzlach jest to, że posiadają syntetyczne włosie, które jest niesamowicie miękkie i nie podrażnia skóry twarzy podczas malowania. Co również jest ważne, pędzle w środku są wiązane, a nie klejone, zatem nie powinny w ogóle uczulać, nawet najbardziej wrażliwej cery 🙂

Processed with VSCO with j2 preset

W kolekcji akcesoriów do wykonywania makijażu znajdziecie również gąbeczki o trzech różnych wielkościach. Wszelkie produkty mineralne można aplikować również na mokro i choć w moim odczuciu (jeszcze!) jest to wyższa szkoła jazdy, to efekt jest naprawdę zaskakujący. Ostatnio miałam okazję rozmawiać z makijażystką, która powiedziała mi, że nie jest przekonana do produktów mineralnych. Nie jest, bo nigdy ich nie wypróbowała. Dlatego i ja byłam nieprzekonana. Wychodziłam z założenia, że skoro produkt jest sypki, będę wyglądała jak obsypana mąką a nie profesjonalnie pomalowana. Do czego dążę? Jest to jakiś mit, który sam stworzył się w mojej głowie na wyobrażenie o produktach mineralnych. Zarówno w przypadku nakładania minerałów na sucho pędzlami czy na mokro gąbeczką, daleko do efektu, który sobie wyobrażałam. Różnica jest tylko jedna – w przypadku nakładania pudrów pędzlami na sucho, nim wszystko pięknie scali się z cerą, kosmetyki potrzebują chwili, dosłownie chwili. I to, podczas malowania się, nie ma uczucia, że wszystko miałby się zaraz osypać. W przypadku aplikacji gąbeczką, efekt nałożenia płynnego podkładu jest natychmiastowy. Co więcej – mam wrażenie, że nakładanie tych produktów na mokro daje jeszcze trwalszy efekt niż na sucho, co jest zdecydowanie ogromnym plusem.

Zaletą jest również fakt, że można spędzić w tych kosmetykach cały dzień i nie czuć, że ma się je na twarzy. Znacie to uczucie, gdy nałożycie klasyczne podkłady na twarz i całą resztę innych kosmetyków i czujecie się jak w masce? Skrępowane? Ograniczone? Ja tak czasem miałam, że aż bałam się obrócić głowę, bo bym o coś otarła twarz, a zmycie później tych kosmetyków graniczy z cudem. W przypadku minerałów to uczucie nigdy  mi nie towarzyszy, a noszenie makijażu jest niewyobrażalnie swobodne. I to zdecydowanie zaleta, która punktuje tak mocno, jak lecznicze działanie na cerę.

Processed with VSCO with j2 preset

Ale oferta Annabelle Minerals to nie tylko podkłady, korektory czy róże, ale także bogata paleta cieni do powiek – aż 17 kolorów! Ja na dobry początek znalazłam sobie kilka odcieni, które świetnie wpisują się w codzienny makijaż – jak szalenie modny w tym sezonie róż CANDY, który kładę na całą powiekę, do tego tuszuję delikatnie rzęsy bądź zostawiam je w naturalnej wersji. Ten sam cień w niewielkiej ilości aplikuję na policzki i mam makijaż gotowy. Nie będę ukrywać, to dość częsty sposób na mój look w tym sezonie. Gdy chcę wyjść na imprezę i lekko podkreślić oko  – stawiam na cień CINNAMON, w delikatnym odcieniu miedzi. Tego chwytu nauczyła mnie Kasia podczas realizacji jednego z edytoriali – miedziany bądź miedziano – brązowy cień na całej powiecie z mocno wytuszowanymi rzęsami robi efekt, szczególnie w przypadku mojej urody. Ten makijaż zdecydowanie skraca mój czas spędzony przed lustrem, by wykonać coś ciekawego na oku 🙂 Przez fakt, że są to wszystko produkty naturalne i uniwersalne, przed chwilą wspomniany cień – w niewielkich ilościach, stosuję również na policzki jako rozświetlacz. Eksperymentowałam również z cieniami w formie pomadek i świetnie sprawdzają się na ustach w połączeniu z balsamem czy kremem. Piękny matowy efekt gwarantowany, a do tego utrzymują się dobrych kilka godzin 🙂

Poza brązami i różem w mojej kolekcji znalazły się również dwa odcienie zieleni, kobalt i srebrny cień. Na punkcie zieleni, przyznam szczerze, że oszalałam również bardzo jak na punkcie różu. Będąc w salonie firmowym, okazało się, że te dwa kolory pięknie grają z moją tęczówkę i pasują do mojej urody. Teraz, gdy chcę nieco urozmaicić mój makijaż sięgam po nie, gdyż tak naprawdę ekstra wpisują się w kolorystykę letnich stylizacji, a do tego pięknie wyglądają zestawione z ubraniami w stylu boho. Kobalt natomiast jest na specjalne okazje, gdy mam chwilę więcej na makijaż i mam ochotę zrobić sobie intensywną kreskę na oku lub zabawić się i pomalować nim dla odmiany rzęsy.

Processed with VSCO with j2 preset

Processed with VSCO with j2 preset

Warto zwrócić również uwagę nie tylko na kosmetyki, ale także na ich opakowania. Poza wieczkiem, można je również dodatkowo zamknąć w środku, co jest bardzo przemyślanym patentem. Pomyślcie ile razy miałyście całą kosmetyczkę bądź co gorsza – torebkę, w jakimś pudrze. W przypadku kosmetyków Annabelle Minerals możecie zapomnieć o tym problemie – oczywiście pod warunkiem, że same nie zapomnicie przekręcić dodatkowego wieczka. To nie tylko pomaga w zachowaniu czystości, ale także wpływa na mniejsze zużycie produktu, a chyba żadna z nas nie lubi, gdy ulubiony kosmetyk nieproszony ucieka z opakowania 🙂 Tak możemy nad tym zapanować i dzięki temu poza czystą kosmetyczką nasz ulubiony puder zostaje z nami na dłużej.

Pod koniec wspomnę jeszcze o demakijażu, który jest równie prosty co aplikacja kosmetyków. Osobiście używam olejków do demakijażu i świetnie radzą sobie z rozpuszczeniem makijażu. To jednak nie powinno podlegać wątpieniu, w końcu mamy do czynienia ze 100% naturalnym produktem. Rzadko kiedy chodzę z makijażem spać, naprawdę, trafi mi się to, gdy muszę być tak padnięta, że nie wiem kiedy zasypiam na łóżku i budzę się nagle o 5 z rana (to może raz na rok czy dwa razy na rok i z reguły NIE po imprezie, co jest dość interesujące w tym przypadku), o tyle zdarza mi się co jakiś czas pomyśleć, aby tego makijażu jednak nie zmywać, szczególnie latem. Tyle że po chwili, gdy stwierdzam, jak prosty i szybki jest to pielęgnacyjny zabieg, dochodzę do wniosku, że naprawdę nie warto kłaść się pomalowanym. I to zdecydowanie również za mną przemawia, a bardziej przemawia za minerałami, że zwyczajnie są super produktami.

W tej całej mojej kolekcji brakuje mi tylko kilku pozycji, dzięki którym naprawdę byłabym szczęśliwsza:

  • podkładu kryjącego Golden Medium – jak wcześniej pisałam, w swojej kolekcji posiadam Golden Fair i gdy moja skóra złapie więcej słońca jest on zdecydowanie za jasny. Zastępuję go wtedy matującym Golden Medium, jednakże on nie ma tak silnego krycia, stąd poczucie braku w kosmetyczce;
  • podkładu rozświetlającego Golden Fair – idealnie sprawdzi się pod oczy, na oczy i na policzki;
  • korektora, który idealnie pasowałby do już posiadanych kosmetyków i świetnie krył przebarwienia, gdyż aktualnie, na największe przebarwienia, używam produktów spoza oferty Annabelle Minerals;
  • cienia Vanilla, to najbardziej uniwersalny cień z całej kolekcji Annabelle Minerals, idealny podkład pod inne cienie, a także świetny produkt na policzki.

Jeśli chodzi o markę, to z chęcią zobaczyłabym u nich w asortymencie żółty cień do powiek, matowy brąz idealnie nadający się na brwi, gdyż aktualnie wszelkie brązy są z mieniącymi się drobinkami i korektor pod oczy, którym mogłabym przykrywać worki pod oczami. Jestem przekonana, że gdy tylko zobaczyłabym te produkt w ofercie, byłabym pierwsza do zakupu.

Podchody do Annabelle Minerals były długie, ale ostatecznie wiem, że warto zapoznać się z ich asortymentem. Gdy tylko przyszła do mnie paczka z zamówionymi produktami, Mama mi powiedziała: „Podobno gdy ktoś raz spróbuje produktów mineralnych, nie jest już w stanie z nich zrezygnować.”. Miała rację. Używanie minerałów nie tylko cieszy, ale także i uzależnia. Aktualnie, nie wyobrażam sobie przejścia na jakiekolwiek inne kosmetyki, ponieważ nigdy nie byłam tak zadowolona zarówno z produktu, jak i efektu jaki daje. Jeśli jeszcze sami nie mieliście żadnego doświadczenia z mineralnymi produktami – gorąco Was zachęcam do spróbowania. Jeśli jednak posiadacie minerały w swojej kolekcji i z nich korzystacie, dajcie znać jakie są Wasze wrażenia!

Comments

comments

Dodaj komentarz