Processed with VSCO with a4 preset

Podsumowanie miesiąca: czerwiec 2017

Długo nie było podsumowania miesiąca na Neonowej, bo doszłam do wniosku, że gdy za wiele się nie dzieje, a do publikacji mam jedynie zdjęcia z sesji, które widywaliście w pojedynczych postach, czy zdjęcia z wyjazdów, które podobnie Wam pokazywałam, to nie ma co tu tworzyć podsumowania na siłę. Czerwiec jednak skusił mnie do podjęcia się stworzenia podsumowania i choć wjeżdża ono z lekkim opóźnieniem, to mimo wszystko, mam nadzieję, że znajdzie jakieś grono odbiorców 🙂

W czerwcu tak naprawdę nieco się działo – była walka o wyjazd na Bali, nasza kolejna rocznica, wyjazd do Gdańska, warsztaty kulinarne i chillowanie na działce. Do tego w czerwcu stworzyłyśmy z Polą kolejny edytorial, który niedawno mieliście okazję oglądać na stronie. No i pojawiło się kilka nowości zarówno jeśli chodzi o dodatki, jak i kosmetyki, na które chciałabym zwrócić uwagę, gdyż zwyczajnie uważam, że warto 🙂 To w skrócie, a teraz po kolei!

Gdzie byłam, co robiłam? 

Czerwiec rozpoczęłyśmy sesją zdjęciową z Kamilą, którą mieliście okazje już kiedyś zobaczyć u mnie na stronie. Wcześniej Kamila wygrała u nas sesję na imprezie, tym razem same zaprosiłyśmy ją do współpracy. Muszę przyznać, że tworzenie sesji w przypadku dziewczyny w ciąży jest jednak wyzwaniem i sama Kamila trochę obawiała się, czy sobie poradzi. Jednakże uważamy, że stanęła na wysokości zadania, no i mamy wciąż nadzieję, że sesja z młodą mamą przypadła Wam do gustu. Nieco inny klimat niż zwykle, ale zależy mi na tym, by co jakiś czas na blogu, właśnie w formie edytoriali, pokazywały się inne osoby w roli modelki niż ja, stąd pomysł zaproszenia Kamili do takiej sesji. Wiedziałyśmy, że będzie ona w szalonym i młodzieżowym klimacie, dlatego z chęcią Wam ją przedstawiłyśmy 🙂

Link do sesji >>> KLIK <<<

Processed with VSCO with j3 preset

Seet Fit

W czerwcu miałam okazję odwiedzić nowy lokal na mapie Białegostoku – Sweet Fit. Jeśli jeszcze nie znacie tego miejsca, koniecznie musicie je odwiedzić. Jest to szczególnie raj dla sportowców, jak i wegan oraz osób uczulonych na gluten, gdyż ciasta, które są tam serwowane nie zawierają ani cukru, ani glutenu. Dokładnie wiesz, co jesz, gdyż przy każdym cieście stoi etykieta z opisem, co wchodzi w jego skład, a gdy masz jakieś wątpliwości, przyjazna obsługa z chęcią je rozwieje. Poza tym można wypić sobie kawkę i posiedzieć w naprawdę przyjemnym wnętrzu, a lokal opuścić z uśmiechem na twarzy, bez myśli o dodatkowych zbędnych kilogramach, bo wszystko, co tam zjecie, z pewnością będzie zdrowe. Tak, zdrowe i wciąż mówimy o ciastach 😀

Processed with VSCO with j5 preset

Processed with VSCO with j2 preset
Widzicie, te ciasta naprawdę wywołują uśmiech 😀 A na zdjęciu ciasto orzechowo – kokosowe, w którego skład wchodzą placki biszkoptowe z ciecierzycy, krem z mleka kokosowego oraz warstwa nadzienia z daktyli. Brzmi pysznie? Wcale się nie dziwię! To ciasto podbiło wiele serc i żołądków, jednocześnie dostając miano bestselleru. A do tego, by nie było zbyt słodko, a wierzcie mi, mimo że tego, że to ciasto nie zawiera cukru jest bardzo słodkie, orzeźwiająca ananasowa lemoniada. No pycha! Ale musi przekonać się o tym sami 🙂

Bali 

W minionym miesiącu walczyłam również o wyjazd na Bali. Cóż, nie udało się, zatem marzenie o balijskiej przygodzie musi jeszcze trochę poczekać. To pewnie dlatego, że można było wygrać tylko jedno miejsce, a Misiek  z chęcią wybrałby się ze mną, zatem zgaduję, że los zagrał mi na nosie i nie zgarnęłam biletu, byśmy spełnili te marzenie razem. Cóż, jakoś trzeba to sobie to tłumaczyć 😀 Mimo wszystko, choć jest to chyba oczywiste, że było mi trochę przykro, bo się zaangażowałam w ten konkurs (jak mało w który), wyciągnęłam z tego całego zamieszania to, co najlepsze. Ten cały proces tworzenia zdjęć będę długo wspominać, bo tak naprawę, przy okazji, spełnił moje mini marzenia, których pewnie bym nie zrealizowała, gdyby nie tak silny impuls i chęć wyjazdu. Dodatkowo zaangażowanie chłopaka pokazało mi, jak wielkie mam w nim wsparcie i choć sam marzy o Bali, pomagał mi w każdy możliwy sposób, bym tylko była szczęśliwa. Te wsparcie i miłość, jaką oferował (zawsze zresztą oferuje), było tak silne, że przyćmiło to, o co tak naprawdę rozchodził się cały konkurs. Może nie wygrałam wycieczki, ale jestem bogatsza o silne emocjonalne przeżycie, które z pewnością pozytywnie wpłynęło na nasz związek i jedynie umocniło naszą relację. A to coś znacznie ważniejszego, przynajmniej dla mnie. I dokładnie w momencie tworzenia tych zdjęć, wygrana stała się błahostką, przy uczuciu, jakim zostałam obdarowana. Myślę, że to pewnie dlatego nie przeżywałam w szczególny sposób tego, że nie udało mi się spełnić marzenia 🙂

IMG_20170608_212518_147

IMG_20170612_193301_683

Powyżej znajdują się moje dwa zgłoszenia, którymi to właśnie spełniłam moje dwa mini marzenie: kąpiel w wannie z taką ilością piany, że aż wypływa za jej brzegi, a do tego przyozdobioną kwiatkami oraz kąpiel w typowo balijskim klimacie, czyli w wannie pełnej kwiatów. Taki właśnie stworzyliśmy klimat. Ja miałam pomysły, Misiek pomagał mi je zrealizować, czyli np. pienił wodę do momenta uzyskania odpowiedniej piany (czyli aż sam był mokry :D), czy np. podawał kwiaty, gdy siedziałam już w wannie i nie chciałam niszczyć efektu, a chciałam dorzucać kolejne. No i oczywiście to on robi mi te wszystkie piękne zdjęcia, które zdecydowanie wyszły jak z mojej wyobraźni.

Jeśli chodzi o morską linię kosmetyków linii Organique, zdecydowanie godna polecania jest kula do kąpieli, gdyż tworzy nie tylko niepowtarzalny klimat swoim kolorem, ale także efekt pielęgnacyjny jest na wysokim poziomie. Do tego szczególnie do gustu przypadł mi jeszcze peeling. Z tej serii miałam również okazję zetknąć się z balsamem, który nieszczególnie przypadł mi do gustu (ale w przypadku balsamów, to ja akurat jestem bardzo wybredna) oraz z żelem, który z pewnością nie jest zakupem, na który pokusiłabym się ponownie.

A teraz kilka zdjęć z backstage’u, czyli kwiaty, kwiaty i kwiaty. Część od Mamy chłopaka, część od Babci z ogródka, część z łąki.

page

Weekend na Pomorzu

W połowie czerwca przypada nasza rocznica i tym razem mieliśmy w końcu dużo czasu, by ją obchodzić, bo wcześniej, przez całe studia ten okres był gorączką każdej sesji i niestety, ona w dużej mierze nie pozwalała nam zbytnio na spokojne celebrowanie. Ze względu na długi czerwcowy weekend zdecydowaliśmy się na wypad do Gdańska, a ten dodatkowo owocował w wycieczkę do Łeby.

Całą relację z wyjazdu już Wam pokazywałam na blogu, zatem tutaj kilka widokówek, a całość możecie zobaczyć >TUTAJ<

Processed with VSCO with a4 preset
Plaża na terenie Słowińskiego Parku Narodowego i wydmy.

Processed with VSCO with m5 preset

Relaks poza miastem 

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy. Całe szczęście powrót mieliśmy zaplanowany na sobotę, dzięki temu niedzielę mogliśmy na spokojnie spędzić jeszcze razem. Wykorzystaliśmy fakt, że dopisywała pogoda i uderzyliśmy na dłuższe popołudnie na działkę poza miastem. Uwielbiam tam jeździć, gdyż jest to miejsce, które ma w sobie nieco wiejskiego uroku i letniskowego charakteru, dzięki czemu można tam naprawdę wypocząć  i się zrelaksować. Do tego, jest to przestrzeń bardzo fotogeniczna i tam właśnie powstaje wiele klimatycznych zdjęć na bloga, które macie okazję oglądać na blogu 🙂

Processed with VSCO with j2 preset

page 2

Processed with VSCO with a4 preset

page4

Piękny bukiet kwiatów, który ostatnio gościł w moim wazonie przyjechał właśnie z działki. Uwielbiam taki miks – trochę hodowlanych, trochę dzikich. Całe szczęście stały całkiem długo i cieszyły tym samym oko zdobiąc moje piękne pianino.

Poniedziałkowe popołudnie tuż po długim weekendzie czerwcowym również spędziliśmy na działce, także letni klimat udzielał nam się na maksa. Co więcej? W poniedziałek zastaliśmy naprawioną huśtawkę. Nie wiem jak Wy, ale ja tak lubię czasem pobujać się ma huśtawce, szczególnie gdy dookoła jest tak pięknie. Trochę wykorzystaliśmy tę niesamowitą aurę i zrobiliśmy przy okazji kilka zdjęć (a ja, z tego całego zauroczenia, milion selfie :D).

Processed with VSCO with a4 preset
Sukienka Monashe | buty H&M | okulary PaczePacze | zegarek Lord

IMG_20170628_094101_981

Warsztaty kulinarne 

Ostatnim takim lifestyle’owym wydarzeniem w czerwcu, z pewnością były warsztaty kulinarne z gwiazdą – Kamilą Szczawińską, które odbyły się w Warszawie i na które zostałam zaproszona przez portal All about life. O warsztatach rozpisywałam się już wcześniej na blogu. Wspominam jednak o nich, jakby ktoś pominął ten wpis. Dodatkowo napomnę, że dzięki tym warsztatom nieco więcej zaczęłam działać w kuchni i zrealizowałam kilka prostych przepisów na przekąski, zatem to już niedługo na blogu 🙂

A tych, którzy chcą się cofnąć do relacji z warsztatów, zapraszam >TUTAJ<

post10 2017-06-26 01.52-horz (2)

 

Jedzenie na mieście 

Oczywiście, staram się jeść zdrowo, ale nie jestem na żadnej diecie i nie odmawiam sobie przyjemności.

Mamy ciepły sezon, także food truck’i na Młynowej mają oblężenie. Na słono uwielbiam stamtąd tortillę. Naprawę, warto spróbować. Szczególnie, gdy przejedliście się już tortillami i kebabami z najbardziej obleganych i znanych miejsc w mieście. Gwarantuję, posmakuje Wam na 100%. Cena zbliżona do lokali w okolicach rynku, dlatego myślę, że to zdecydowanie plus, który może również zaważyć na tym, że z chęcią się na nią zdecydujecie.

Do tego na Młynowej jest również stoisko z tajskimi lodami, czyli aktualnym hitem i gdyby nie kolejki do tych lodów, nie miałabym żadnych zarzutów. Jednakże nawet gdy muszę czekać 40 min (całe szczęście w dobrym towarzystwie) wciąż uważam, że raz na jakiś czas warto. Ja po prostu uwielbiam lody, także dla nich zawsze warto 😀 No i nie zawsze czeka się 40 min.

pagejedzenie

W Białymstoku mamy oczywiście sieciówkowe pizzerie, ale my z Miśkiem najczęściej stawiamy na pizzę z Toni Pepperoni, czyli lokalną pizzerię, która nawet nie ma lokalu przystosowanego do spędzenia w nim czasu i zjedzenia pizzy na miejscu, a istnieje jedynie opcja na dowóz lub odbiór osobisty. Nie martwi nas to szczególnie, gdyż pizza z tego miejsca jest naprawdę dobra i zawsze smakuje jeszcze lepiej, gdy możemy ją zjeść w trakcie oglądania naszego ulubionego serialu. Chyba nie ma lepszego połączenia. Aby tylko nie codziennie 😀

House of Cards 

pobrane

Skoro już mowa o ulubionym serialu, do takich zdecydowanie należy House of Cards. Piąty sezon zwalił nas z nóg. I choć sądziliśmy, że wszystko jest już jasne i zrozumiałe, okazało się, że byliśmy w głębokim błędzie. Intrygi trzymały w napięciu do samego końca sezonu, nie pozwalały przy tym na nudę czy sen (jak to mi się zdarzyło przy okazji 4 sezonu). Zdecydowane porywający jest ten sezon i porównywalnie dobry z dwoma pierwszymi. Jeśli lubicie ten serial, koniecznie obejrzycie ten sezon. Jeśli jeszcze nie wiecie, co Was omija, to wiedźcie, że warto obejrzeć wcześniejsze odcinki, by dojść do tego sezonu. Miłego oglądania!

Czerwcowe wieczory również należały do Lucyfera i najnowszych odcinków tego serialu. Bardzo lubię w tej produkcji to, że cała akacja nie jest pozbawiona humoru. Lucyfer, główny bohater, jest wciąż sobą, wciąż ten sam uwodzicielski gościu, który choć często poprzez sprawy, które rozwiązuje z detektyw, stara się rozwiązać swoje emocjonalne problemy i tak ostatecznie okazuje się, że jest pomocny, a przy tym niesamowicie zabawny. Serial z pewnością nie tak ambitny jak House of Cards, ale zdecydowanie wart odpalenia wieczorem. Typowa rozrywka, nieco kryminału, sporo humoru. I ja to kupuję!

Nowości 

Pora już przejść do ostatniego etapu podsumowania, czyli nowości.

Jedną z nich jest zdecydowanie cudeńko w kolorze baby blue od Pauliny Schaedel. Mam fioła na punkcie torebek w tym kolorze i wciąż jakieś nowe pojawiają się w mojej kolekcji. Nie będę ukrywać, takiego małego cacka, które pomieściłoby to, co najpotrzebniejsze podczas wieczornego wyjścia, mi już brakowało, zatem ogromnie się cieszę, że ta torebka dołączyła do mojej kolekcji. Dodam, że torebki w tym odcieniu są hitem i świetnie pasują do wielu stylizacji, nie tylko tych codziennych, ale także biurowych, dlatego torebka w kolorze baby blue może świetnie ożywić standardowy mundurek narzucony przez dress code 🙂

Processed with VSCO with a4 preset

Pozostając w temacie ubrań, do jednej z moich ulubionych nowości należą klapki ze Stradivariusa. Czaiłam się na nie i zakupiłam je na wyprzedażach. Uwielbiam ich letni, hiszpański charakter. Łączę je albo z ubraniami typowo w stylu tych klapek lub jak na zdjęciu poniżej, z zestawami, które z nimi totalnie kontrastują. Dzięki temu powstają niepowtarzalne sety, bardzo w moim stylu 🙂

Do nowości należy również bransoletka z Pandory, którą dostałam w prezencie od chłopaka. Doskonale wie, że uwielbiam Pandorę, że tracę dla niej głowę. Wie, jakie kompozycje chcę stworzyć i za jakimi elementami nieustannie się oglądam, dlatego też sprezentował mi taki piękny zestaw (również zdjęcie poniżej). No złoty chłopak 😀

IMG_20170630_002733_562

I teraz pora już na ostatnie rzeczy, czyli nowości kosmetyczne.

W końcu przyszło moje zamówienie z Annabelle Minerals i po tygodniu korzystania z tych kosmetyków muszę powiedzieć, że już uwielbiam minerały. Dopracowuję jeszcze technikę nakładania, by miejscami mocniej nieco przykrywać przebarwienia, ale ogólnie z kosmetyków jestem bardzo zadowolona. Nie będę tutaj pisać ich recenzji, bo przygotuję z nimi oddzielny post, ale już teraz informuję, że jeśli myślicie, czy nie skusić na minerały, to przestańcie się zastanawiać i decydujcie na zakup, warto 😀

Processed with VSCO with j2 preset

A do ostatnich nowości należy paletka Makeup Revolution Golden Sugar. Mojej Mamie tak się spodobała, że również ją zakupiła. Co prawda, kręciłam się przy innej, ale jak zobaczyłam te kolory, tamta nagle przestała dla mnie istnieć. Idealne uzupełnienie letnich makijaży. Dobry produkt, w przyjemnej cenie. Czego Chcieć więcej? Więcej takich!

pagemakeup

Comments

comments

Dodaj komentarz