Processed with VSCO with j2 preset

Moja codzienna pielęgnacja – mydła SVOJE

Ten wpis, jak sam tytuł mówi, będzie poświęcony mojej pielęgnacji, a w szczególności pielęgnacji twarzy oraz produktów, jakich na co dzień używam.

Zacznę może od tego, że należę do tej grupy dziewczyn, które nieustannie borykają się z problemami cery. Fakt, nie dotyka mnie ogromny trądzik, który ciężko wyleczyć, ale wciąż co jakiś czas, pojawiają się na mojej twarzy wypryski, z którymi muszę się uporać. I o tyle, o ile wiosną i latem te problemy są mniejsze, o tyle jesień i zima to moja zmora. Na wiosnę zawsze moja cera zaczyna odżywać i nie wiem kiedy, nagle niemalże wszelkie niedoskonałości znikają. Latem, szczególnie dzięki okazjom do wystawienia twarzy na słońce oraz wakacjom za granicą, gdzie moja cera ma również styczność z morską wodą, cieszę się niemalże jej idealnym stanem i faktem, że znikają nawet przebarwienia, bądź są delikatniejsze dzięki opaleniźnie. Gdy już się tak cieszę świetną, jak na mnie, cerą i jestem pełna nadziei, że kolejny chłodny sezon zbytnio mi nie zaszkodzi, klasycznie jestem w błędzie, bo od października sytuacja zatacza koło.

Przyznam szczerze, że próbowałam wielu drogeryjnych kosmetyków do pielęgnacji. Nie pomagały zbytnio żele, kremy czy maseczki. Tak naprawdę byłam już nieco zrezygnowana, bo choć przyjemnie się myło twarz niektórymi żelami i świetnie radziły sobie z demakijażem, to jednak stan mojej cery wcale nie był niebiańsko lepszy. Robiłam też różne maseczki, zarówno gotowce ze sklepu, jak i te, które należało przygotować z naturalnych składników w domowym zaciszu i tu jedynie zawsze sprawdzał się peeling z kawy, bo dzięki niemu skóra była gładsza chociaż na niecały tydzień. Zawsze chciałam i nie wiem, czy to małe pragnienie jest w sumie do spełniania, aby stan mojej cery był nieskazitelny, jednakże odnoszę wrażenie, że jest to do końca nieosiągalne. Mogę jednak z nią walczyć innymi sposobami i doprowadzać ją do stanu, który może ma mało wspólnego z idealnym, ale jest zadowalający i zdecydowanie lepszy niż za czasu ery żeli.

Mieszana cera ze skłonnością do przesuszania, nierówny koloryt skóry, wypryski i przebarwienia po nich to moje problemy dnia codziennego. I choć potrafię wyjść bez makijażu z domu idąc do warzywniaka czy na pocztę (czego kiedyś sobie nie wyobrażam, ale to były czasy gimnazjum, nieco już dorosłam w tej sprawie :D), o tyle gdy mam jechać do miasta i spotkać się ze znajomymi czy pójść do galerii, nie ruszam się przynajmniej bez nałożonego pokładu czy kremu BB, w celu wyrównania kolorytu i przykrycia nieszczęsnych przebarwień. A co jest ich przyczyną? Najczęściej produkty, których nie powinnam spożywać, czyli głównie kakao oraz za duża ilość słodyczy, hormony (czyli jak większość kobiet w okolicach okresu mam „niemiłych gości” na twarzy), a także zmiany warunków pogodowych (powroty z ciepłych destynacji do kraju kończą się polem minowym na twarzy). Zdarzało się, że również niewłaściwie dobrane produkty do pielęgnacji twarzy.

Processed with VSCO with j2 preset

Mimo że nie używam typowych kosmetyków drogeryjnych, nie oznacza to, że oczyszczam twarz jedynie wodą. Mydła naturalne SVOJE odkryłam już jakiś czas temu, tak naprawdę dzięki mojej mamie. To pracowania, która pochodzi z Białegostoku i to właśnie tutaj wykonywane są wszystkie produkty, dlatego mogę śmiało powiedzieć, że wspieram swoich. Ale myślę, że to bardziej SVOJE wpiera mnie, dzięki temu, co czyni z moją cerą, a czyni niesamowite dobro. 

Przyznam Wam szczerze, że zastanawiałam się czy będę umiała zauważyć różnicę pomiędzy efektem mycia twarzy drogeryjnymi produktami, a mydłami naturalnymi. I moje objawy rozwiały się po kilku tygodniach, a szczególnie po podróży do Londynu (ze względu na wygodę transportu produktów do mycia twarzy, mydła te pozostawiłam w domu, a zabrałam ze sobą żel do mycia twarzy i tonik), z którego wróciłam z dość nieciekawą kondycją cery, w porównaniu do tej sprzed wyjazdu, a mydła wraz z naturalnym kremem przywróciły kondycję mojej cery w niecały tydzień.

Processed with VSCO with j2 preset

A teraz skupmy się już na chwilę na konkretnych mydłach, których używam oraz na tym jak często i które produkty są moimi faworytami 🙂

Mydła zdecydowanie mogę podzielić na dwie kategorie: codzienne oraz okresowe. Codzienne to te, których warto używać do pielęgnacji twarzy czy całego ciała każda dnia, a okresowe, czyli w szczególnych przypadkach, sytuacjach.

I tak, do codziennych należy zdecydowanie:

  • żubrowe – czyli mydło na maceracie z trawy żubrowej, co jest nowością wśród mydeł naturalnych w Polce i świetnie, że takie mydło wyszło jako pierwsze (!!!)z pracowni podlaskiej. Polecane jeszcze szczególnie do skóry suchej i gdy myłam nim całe ciało, balsam odstawiłam na półkę i używałam jedynie co kilka dni. Jeśli chodzi o twarz, mimo wszystko musiałam dodatkowo nakładać krem, gdyż odczuwałam lekkie ciągnięcie skóry. Tutaj ważną informacją, w przypadku wszystkich mydeł, ale tego w szczególności, jest to, że w moim domu w kranie znajduje się bardzo twarda woda, gdyż nie korzystamy z wodociągów miejskich (to tylko w ekstremalnych przypadkach), a ze studni głębinowej, która czerpie wodę za zasobów wód podziemnych, czyli śmiało mogę powiedzieć, że mam wodę źródlaną w kranie. I o ile jest ona świetna do picia i bardzo czysta, o tyle jej twardość odbija się na skórze, mocno ją wysuszając. Odwiedzając inne kraje nie mam tak silnego uczucia ciągnięcia skóry, szczególnie twarzy tuż po jej umyciu, a czasem w ogóle to nie występuje, zatem jestem pewna, że gdybym używała tego mydła na wyjazdach, krem byłby zbyteczny.
  • nagietek – mimo tego, że mydło żubrowe jest totalną nowością i z tego, co mi wiadomo, cieszy się największym powodzeniem, to nagietek jest u mnie numerem 1. Zdecydowanie do codziennej pielęgnacji. Świetnie sobie radzi ze zmywaniem makijażu, zatem bez tego mydła moja kosmetyczka byłaby pusta. Jest delikatny, nie ma intensywnego zapachu i świetnie działa na moją skórę. Nie przesusza jej, za co bardzo go sobie chwalę. Myślę, że poza naparem z rumianku i nagietka, to oliwa z oliwek oraz miód z propolisem przyczynia się do tego. W opisie znajdującym się na ulotce, możemy przeczytać, że poprawia napięcie skóry, co potwierdzam. W moim przypadku, jest to najlepsze mydło do codziennej pielęgnacji z całej oferty SVOJE.

Processed with VSCO with j2 preset

Skoro znacie już pozycje, które są w codziennym obiegu, pora na te, które używam okresowo:

  • lawendowe – to mydło zalecane przy cerze trądzikowej i ja go używam w momentach, gdy pojawi mi się więcej wyprysków na twarzy. Myję nim wtedy twarz 2-3 dni z rzędu, zazwyczaj po takim okresie widzę jak nieproszeni goście na mojej twarzy gasną i to oznaka, że mogę je odstawić. Nie stosuję tego mydła codziennie dlatego, że przy dużej częstotliwości wysusza ono moją cerę i muszę wtedy silnie ją nawilżać kremami. 2-3 dni, czasem 4 to idealny okres na podleczenie stanu naszej skóry, bez efektu przesuszenia. Mydło całkiem dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu, jednakże w tym przypadku pionierem jest jednak nagietek.

Z ulotki możemy się dowiedzieć, że mydło to ukoi nieprzyjemne reakcje po ukąszeniach komarów. Nie bym życzyła sobie ukąszeń, ale jestem ciekawa działania i mam nadzieję, że gdy moje nogi po którymś letnim grillowaniu będą zmasakrowane przez komary, to mydło ukróci moje męki 🙂

  • masujące – czyli mydło, które dodatkowo peelinguje. Nim ten produkt pojawił się w mojej łazience, peeling całego ciała wykonywałam raz w tygodniu specjalnie przygotowaną miksturą (zaparzona mielona kawa, miód, oliwa z oliwek). Oczywiście, mój miks zawsze się sprowadzał, a uczucie na ciele pozostawiał nieziemskie. Niestety, mniej zachwycający był później syf w łazience 😀 Od kiedy posiadam to mydło odstawiłam miksturę i przeniosłam się na coś praktyczniejszego, czyli produkt 2w1. Uważam, że jest ono totalnym hitem! Jestem wielbicielką wszelkich peelingów, a to mydło pozwalana na szybki zabieg podczas codziennego prysznicu. Zdecydowanie jest to produkt, dla osób które lubią takie przyjemności, ale nie mają czasu czy chęci poświęcać im dłuższego kawałka dnia. Mi osobiście zazwyczaj brakuje cierpliwości, a później żalę się sama sobie ile to czasu mi zleciało na wszelkich peelingach, dlatego ten produkt chwalę sobie szczególnie. Dość szorstka konsystencja części mydła, która zawiera kawę, świetnie złuszcza naskórek.

Masując ciało tym mydłem odczuwa się lekkie drapanie, jednakże jest to bardzo relaksujące uczucie i pozytywnie wpływa nie tylko na kondycję skóry, ale i na samopoczucie. Po takim peelingu, który wykonuję 1-2 razy w tygodniu, moja skóra jest nie tylko gładsza, ale i nawilżona, co jest dość oczywiste patrząc na skład mydła: zmydlony olej kokosowy, zmydlony olej rzepakowy, zmydlone masło kakaowe, zmydlona oliwa z oliwek, zmydlone masło shea, zmydlony olej rycynowy, gliceryna, kawa mielona, olejek eteryczny lemongrassowy, olejek eteryczny rozmarynowy oraz węgiel aktywny*.

  • potasowe – czyli mój drugi faworyt po nagietku i mydło, od którego zapachu jestem uzależniona. Mowa tutaj o zapachu pomarańczy, rozmarynu oraz eukaliptusa, czyli miksie, który sprawia, że mogłabym myć twarz nawet godzinę. Stosuję je 1-2 w tygodniu i naprowadzam je na twarz bądź również i całe ciało, za pomocą myjki bambusowej. Taki zabieg świetnie wygładza skórę w delikatniejszy sposób niż dokonuje tego mydło masujące. Ze względu na to, że mydło zawierające kawę jest dość szorstkie, by swobodnie używać je do peelingowania skóry twarzy, to właśnie potasowe z myjką idealnie się do tego nadaje. Uwielbiam te uczucie wygładzenia skóry twarzy, a efekt  jest szczególnie zauważalny przy nakładaniu różnych produktów kosmetycznych na twarz. Należy jednak uważać, aby za często nie robić takiego peelingu, gdyż może doprowadzić do podrażnień. Ta uwaga szczególnie tyczy się osób o delikatnej i wrażliwej skórze. Stosując jednakże to mydło z umiarem, zagwarantujemy sobie przyjemny, delikatny i bardzo relaksacyjny, szczególnie przez zapach, peeling. Mydło to stosuję już na oczyszczoną twarz z makijażu lub w dni, kiedy się w ogóle nie malowałam.

*skład ze strony marki

Processed with VSCO with j2 preset

Wyżej wymienionymi mydłami dbam o moją cerę. Jednakże myjąc twarz staram się unikać kontaktu z oczami, gdyż wiem, że kończy się to wodospadem łez. Po każdym myciu twarzy, przemywam ją dodatkowo zwilżonym wacikiem w letniej wodzie z dodatkiem oleju kokosowego. To końcowy zabieg, który daje mi pewność, że moja twarz jest w 100% oczyszczona, szczególnie jeśli chodzi o okolice oczu, których nie myję mydłami oraz w okolice linii włosów. To chwyt, który poleciła mi założycielka SVOJE i dodatkowo moja imienniczka. Miała rację, to świetne dopieszczenie twarzy, jeśli chodzi o codzienną pielęgnację. Ciężko wątpić w skuteczność jej porad, gdy ma się za sobą doświadczenie z mydłami, które produkuje. A dodatkowym argumentem „za” jest wiedza, którą posiada, na temat tego co tworzy. SVOJE to miks pasji, ogromnego zaangażowania, wiedzy oraz wiary w to, że to co naturalne jest najlepsze dla naszego ciała. I moje doświadczenie z wieloma już produktami na rynku jest w stanie to potwierdzić. Dopiero naturalne kosmetyki zaczęły czynić cuda na mojej twarzy, a drogeryjne produkty stały się ostatecznością.

Na koniec warto pochwalić estetykę marki, która jest spójna z produktem. Naturalne opakowania oraz ciekawe graficzne etykiety zachwycają swą prostotą i tworzą spójny obraz składający się na wizerunek marki, który jest przyjazny środowisku i wpiera tereny z których się wywodzi. Przykładem tego jest Mydło Żubrowe, które zyskało status „Produkt wpierający Podlasie” oraz fakt, że część surowców, potrzebnych do produkcji mydeł, pochodzi od podlaskich przedsiębiorstw. Warto zwrócić uwagę na logo SVOJE, które również ma podłoże słowiańskie i jest ono symbolem oznaczającym pieśń miłosną. Do dziś spotykane jest jeszcze w formie haftów na wielu obrusach i z pewnością jest kojarzone przez wielu Podlasian. W tej marce wszystko jest SVOJE, czyli tak jak być powinno 🙂

Comments

comments

Dodaj komentarz