Processed with VSCO with a6 preset

Travel diary: Londyn część II

Wow, znalezienie większości, bo wszystkich niestety nie udało mi się, miejsc na mapie, które poniżej będą przedstawione w postaci zdjęć, było nie lada wyzwaniem 😀 Szczerze? Nie sądziłam, że będę miała jakieś problemy ze zlokalizowaniem tych punktów na mapie. Wychodziłam z założenia, że skoro tam byłam, to późniejsze odnalezienie tych miejsc będzie łatwizną. Jak się okazało, nie było. Tak czasami zawirowałyśmy, że wybaczcie, ale w pewnym momencie odpuściłam nawet szukanie tych ulic na mapie, gdyż Londyn to nie Białystok i znacznie łatwiej jest się tam pogubić! 😀

Przejdźmy jednakże do zwiedzania 🙂

Drugi dzień przeznaczyłyśmy na:

  • znalezienie naszego przystanku autobusowego (Whitechapel Road, Stop A o/s Royal London Hospital, trasą A8), z którego miałyśmy wsiadać w autokar wiozący nas prosto na lotnisko. Wierzcie mi, należę do tych osób, które nie cierpią szukać rzeczy/miejsc na ostatnią chwilę, dlatego wolałyśmy odnaleźć ten przystanek nawet dwa dni przed naszym wyjazdem, szczególnie, że mapa wskazywała 17 min drogi pieszo od naszego noclegu. I znalazłyśmy, choć początkowo zaszłyśmy nie na ten, co trzeba. Kierowałyśmy się logiką, zamiast dokładnie tym, co wskazywała mapa przewoźnika i całe szczęście, że w tej okolicy był tylko jeden przystanek jadący na Stansted, bo inaczej byśmy goniły (jak szalone) z walizkami w inne miejsce. Kompletnie niepotrzebny stres, zatem warto było ogarnąć to wcześniej 🙂
Processed with VSCO with j5 preset
Whitechapel Road
  • spacer na Oxford Street, zaczynając od dzielnicy Tower Hamlets, która znajdowała się dosłownie tuż obok nas, następnie idąc przez City of London (z tych dwóch wymienionych dzielnic będzie najwięcej zdjęć), a następnie odwiedzając Covent Garden doszłyśmy (wieloma zawiłymi uliczkami :D) na Oxford Street, gdzie miałyśmy się zobaczyć z Kasią, która to kiedyś, nim przeniosła się do Londynu, malowała mnie do każdej edytorialowej sesji. Przyjrzyjmy się jednak drodze, którą pokonałyśmy, w nieco zwolnionym tempie, przynajmniej do pewnego momentu, czyli do Royal Courts of Justice.
Processed with VSCO with a6 preset
Aldgade Bus Station

Naszą wycieczkę rozpoczęłyśmy od Whitechapel Road, o czym chwilę wyżej wspomniałam. Następnie kierowałyśmy się ulicą Aldgate High St aż do rozwidlenia tej ulicy z Leadenhall St oraz Fenchurch St, czyli miejsca zwanego Aldgate Pump. Po chwilowym przystanku na zdjęcia, zdecydowałyśmy się na spacer tą drugą, po czym odbiłyśmy na lewo w Mincing Ln.

Processed with VSCO with a6 preset
Aldgate High St

Processed with VSCO with a6 preset

Kinga na tle jednego z najbardziej rozpoznawalnych budynków w Londynie – 30 St Mary Axe, zwany również Swiss Re lub Gherkin (wiele osób mówi na niego Ogórek), projektu Normana Fostera. To bardzo ciekawy obiekt, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania architektoniczne, jak i techniczne, dlatego warto przeczytać o nim kilka słów w Internecie. Pewnego razu miałam okazję nawet natknąć się w TV na ciekawy program, który był po część poświęcony temu obiektowi, dlatego z ciekawostek na temat Ogórka mogę dodać, że na najwyższym piętrze, czyli 41, mieszczą się pomieszczenia techniczne, co jest rzadkością w tego typu budynkach, gdyż zwyczajnie takie pomieszczenia lokowane w kondygnacjach podziemnych.

Processed with VSCO with a6 preset
Widok z ulicy Mitre St
Processed with VSCO with a6 preset
Widok z ulicy Leadenhall St na Leadenhall Building
Processed with VSCO with a6 preset
Fenchurch St
Processed with VSCO with a6 preset
Kontrast w architekturze, który znalazłyśmy przy Fenchurch St.
Processed with VSCO with a6 preset
Widok z Fenchurch Building na 30 St Mary Axe
Processed with VSCO with a6 preset
Kolejny kontrast w architekturze na Fenchurch St 
Processed with VSCO with a6 preset
Mincing Ln z widokiem na Minster Court
Processed with VSCO with a6 preset
Mincing Ln
Processed with VSCO with a6 preset
Great Tower St 
Processed with VSCO with a6 preset
Kontrast w architekturze na rogu Eastcheap oraz Rood Ln.
Processed with VSCO with a6 preset
Fragment budynku Cannon Street Statnion . Tak duże stacje kolejowe w centrum Londynu to nic nadzwyczajnego. Mnie za każdym razem zachwycała ich architektura i ogrom powierzchni. Mimo tak wielkich gabarytów, nie są one nachalne, a idealnie wpasowane w przestrzeń architektoniczną, dzięki czemu tworzą spójną całość, bez względu na styl, w jakim został wykonany budynek.
Processed with VSCO with a6 preset
Widok z Cannon St na Queen Victoria St . Spójrzcie jak wiele styli w architekturze przedstawia to jedno zdjęcie. To niesamowite, że pomimo takiego miksu, nie odczuwa się chaosu, a pewnego rodzaju spójność. To ogromna rola zarówno architektów, jak i urbanistów. Nam – turystom, pozostaje jedynie podziwiać, bo tak naprawdę sztuką jest zachować spójność w mieście, w którym wciąż wyrastają nowe budynki i w dodatku świetnie współgrają z już istniejącymi.
Processed with VSCO with a6 preset
Widok na Katedrę Św. Pawła. Przyznam szczerze, że odwiedzenie tej katedry nie było naszym planem wycieczki. O ile dzień wcześniej dokładnie wiedziałyśmy, które punkty chcemy zobaczyć, o tyle drugiego dnia zwiedzania założyłyśmy jeden cel – mamy dojść do Oxford Street, dowolnie, ale aby pieszo, by jak najwięcej zobaczyć. W taki sposób, przemieszczając się różnymi ulicami, co zobaczycie na mapie, doszłyśmy do tej pięknej katedry. Jej ogrom budzi podziw, jednakże siedząc w środku nie odczuwa się tego gabarytu, który widzimy podziwiając ją z zewnątrz. Warto zajrzeć na chwilę do środku i przyjrzeć się architekturze wnętrza, gdyż zwyczajnie jest przepiękna. Niestety robienie zdjęć wewnątrz było zakazane, a jeśli ktoś podejmował się takiego działania, podchodziła kobieta, która upominała i przypominała o zakazie. Większość turystów w takich miejscach robi zdjęcia z lampą, a flesh aparatu może szkodzić fotografowanemu obiektowi (odrobina ultrafioletu, która zawiera się w świetle lampy błyskowej w połączeniu z silnym impulsywnym światłem jest przyczyną tej destrukcyjnej reakcji), czyli w przypadku wnętrza katedry, w której znajdują się freski na ścianach, światło lampy błyskowej wpływa na blaknięcie kolorów, zatem zakaz wydaje się logiczny i warto go uszanować z uwagi na dorobek oraz pracę konserwatorką włożoną w zachowanie istniejących malowideł w stanie idealnym i doskonałym.
Processed with VSCO with a6 preset
Old Bailey
Processed with VSCO with a6 preset
Royal Courts of Justice na ulicy Strand
Processed with VSCO with a6 preset
Trzy kobiety, które zachwyciły mnie swoim style i które udało mi się uchwycić na jednym zdjęciu.

W tym momencie niemalże ucina się moja relacja fotograficzna z dalszej wycieczki tego dnia po Londynie. Myślę, że złożyły się na to trzy czynniki:

  • powolnie narastające poczucie zmęczenia
  • duża ilość ludzi dosłownie wszędzie; tak wiem, Londyn jest tłocznym miastem, ale wchodziłyśmy w strefę, gdzie naprawdę czasem ciężko było przedzierać się dalej
  • drobne zagubienie, co powodowało, że chodziłyśmy od miejsca do miejsca, jak wskazywała nam mapa, by w końcu znaleźć się u celu.

Także, spod Royal Courts of Justice przeszłyśmy się na Covent Garden, gdzie chwilę pokręciłyśmy się między sklepikami oraz zrobiłyśmy chwilową przerwę od spaceru poświęcając ten czas na obejrzenie występu na żywo komika (pod kościołem św. Pawła), który przekładał przez całe swoje ciało rakietę tenisową. Z tego miejsca, idąc już jedynie zgodnie z mapą, przedostawałyśmy się coraz bliżej Oxford Street, gdyż planowałyśmy zajrzeć jeszcze do kilku sklepów przed spotkaniem z Kasią. Plan na buszowanie między wieszakami był dość ambitny, jednakże wraz ze zmęczeniem był ciągle korygowany aż skończyłyśmy na siedzeniu pod witryną Primark’a 😀 Co prawda, zahaczyłyśmy o kilka miejsc, ale bardzo pobieżnie, niżeli uważnie się przeglądając czy mierząc. Tłum ludzi skutecznie zniechęca do robienia jakichkolwiek zakupów, a zmęczenie jedynie potęguje ten stan, dlatego cieszyłyśmy się, że nadszedł w końcu moment spotkania z Kasią.

Gdy analizuję całą drogę, jaką przebyłyśmy tego dnia pieszo, rozumiem skąd moje zmęczenie. Patrząc na samą długość Oxford Street można poczuć ból nóg, a co dopiero idąc niemalże spod Tower Bridge. Kasia, która była po kilku godzinach pracy była ogromnie szczęśliwa, gdy powiedziałyśmy jej: „Żadnego chodzenia i zwiedzenia, chodźmy poplotkować gdzieś przy szamie i kawie” 😀 Takim o to sposobem trafiłyśmy do knajpki na ulicy Market Pl i zajadałyśmy się sycącym burito. Strasznie mi brakuje Kasi w Białymstoku, dlatego spotkanie z nią w Londynie było dla mnie niesamowicie ważne i gdy do niego doszło, miałam czasem wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę! Pamiętam jeszcze jak rozmawiałam z Kasią przed jej przeprowadzką, że będziemy się odwiedzać i że przylecę z dziewczynami do niej zrobić jakąś sesję. Brzmiało to wtedy jak jakaś abstrakcja, która fajnie by było, jakby ocierała się chociaż delikatnie o rzeczywistość, aż w końcu się nią stała. Może nie z dziewczynami w celu sesji, ale z Kingą zwyczajnie na babski wyjazd, udało mi się wyrwać do Londynu i spotkać z Kasią. Powiem Wam, że jest to niesamowite, a zarówno jest to dowodem na to, że jak czegoś bardzo chcemy, to podświadomie do tego dążymy. Wiara i chęci, czynią cuda, bo dzięki nim znajdujemy możliwości, by zrealizować nasze marzenia/pragnienia.

Po spotkaniu z Kasią, gdy trochę zregenerowałyśmy siły, postanowiłyśmy zamiast wsiąść w metro i ruszyć do naszego lokum, przejść się ulicą Regent St jeszcze raz na Piccadilly Circus, następnie dalej idąc Regent St  oraz skręcając na lewo w Pall Mall dojść do Trafalgar SquareZ tego miejsca miałyśmy dwie możliwości, albo idziemy prosto na Big Ben’a do stacji Westminster albo zahaczamy o Admiralty Arch  i drogą Horse Guards wzdłuż ściany parku St James’s powtarzamy kawałek odcinka z dnia wcześniejszego. Wybrałyśmy opcję numer 2, gdyż Kinga nim nie zobaczyła Admiralty Arch, twierdziła, że nie zna „bramy z muru naprzeciw Eluni” o której jej mówiłam. Miała prawo mnie nie rozumieć, a ja po studiach architektonicznych powinnam się wstydzić, że nie umiałam jej tego poprawniej opisać 😀

Wysiadając na naszej stacji metra Tower Hill przeszłyśmy się jeszcze na spacer nad Timizę, by zobaczyć Tower Bridge nocą i oczywiście zrobić kilka zdjęć. Jak się po powrocie okazało, naszych zdjęć z różnych miejsc jest niewiele, za to ujęć architektury tyle, że śmiało skleiłabym z nich zamienny obraz na Google Street 😀

post24 part 2 2017-03-19 11.06.14 1 g

STYLIZACJA: kurtka, spodnie H&M | torba Paulina Schaedel | zegarek Daniel Wellington kod „neonowastrzala” daje Wam 15% zniżki na zakupy na oficjalnej stronie marki, a wysyłka do każdego zakątka świata jest za darmo 🙂

Processed with VSCO with m5 preset
Tower Bridge 
Processed with VSCO with j5 preset
Widok z naszego okna nocą. Brakuje mi go codziennie!

Dzień trzeci, czyli ostatni dzień zwiedzania. 

Z rana ruszyłyśmy aż na wschodnie obrzeża miasta, niedaleko lotniska Heathrow, by Kinga mogła załatwić sprawy, które miała ogarnąć podczas naszego wyjazdu. Tam też wypiłyśmy kawę w Coscie, chillując przed zakupami w Primark’u, o których jeszcze nie miałyśmy pojęcia. Jak się okazało, nawet i mi udało się zakupić jakąś rzecz w tym sklepie i były to spodnie, których teraz prawie nie ściągam z tyłka, tak je uwielbiam 😀 Śniło mi się jednak, że mi się całe podarły co było niemalże koszmarem, gdyż chwilo mam wrażenie, że pasują mi do wszystkiego, co mam w szafie, zatem żal byłoby je stracić, szczególnie, że długo takich szukałam i cudem nawet dobrze na mnie leżą. Na dniach zobaczycie, o które dokładnie galoty się tu rozchodzi 🙂

Processed with VSCO with a6 preset

Processed with VSCO with a6 preset
Piękna Magnolia i to nie jedna (!) na obrzeżach miasta.

POST27 part 2 2017-03-20 01.18.55 1 g

Kolejnym punktem wycieczki był spacer po Notting Hill. Nie mogłam odpuścić zobaczenia tej pięknej dzielnicy z kolorowymi murami i drzwiami. Tam to dopiero zawirowałyśmy! Część punktów ze zdjęć umiałam odnaleźć na mapie, zatem będą podlinkowane pod zdjęciami, część z nich niestety wciąż jest dla mnie enigmą 😀 Całe szczęście pogoda nam dopisała podczas pobytu w tej dzielnicy, dzięki czemu mogłyśmy spokojnie pochodzić i pozachwycać się tamtejszą architekturą, którą jest niesamowicie malownicza. Mniej malownicze były miny na twarzach mieszkańców tej dzielnicy. Ludzie zdawali się tam być bardziej zamyśleni, zmęczeni, z mniejszą werwą do życia niżeli Ci wszędzie pędzący na Oxford Street, na której wylądowałyśmy później. Dało się poznać, że jest to już bardziej mieszkalna dzielnica, a że odwiedziłyśmy ją w godzinach popołudniowych, większość osób, głównie dzieci i młodzież, wracała już do swoich domów po szkole/pracy. Tak naprawdę aura tej dzielnicy, dość spokojnej w porównaniu do tych, po których poruszałyśmy się wcześniej, sprawiła, że same poczułyśmy się zmęczone lekko tym dniem i musimy przyznać (mówię „musimy”, bo rozmawiałam o tym z Kingą w metrze), że choć piękna jest ta okolica, to znacznie bardziej podobała nam się energia tych części miasta, które miałyśmy okazję wcześniej zwiedzać.

Processed with VSCO with a6 preset
Farmer St
Processed with VSCO with a6 preset
Róg Hillgate St i Hillgate Pl
Processed with VSCO with a6 preset
Hillgate Pl
Processed with VSCO with a6 preset
Campden Hill Rd 
Processed with VSCO with a6 preset
Bardzo rozbawiły mnie te drzwi! 😀
Processed with VSCO with a6 preset
Ladbroke Squre 

Processed with VSCO with a6 preset

Processed with VSCO with a6 preset

STYLIZACJA: kurtka, bluza, okulary H&M | spodnie Monashe | torebka Paulina Scahedel | buty Nike

Processed with VSCO with a6 preset
Piękne drzwi o miętowym kolorze.

Processed with VSCO with a6 preset

Processed with VSCO with a6 preset
Portland Rd  – Google Street pokazuje ten dom jeszcze jako fioletowy, my już zastałyśmy go białym 😀

Ostatnim etapem całej naszej wycieczki miało być odwiedzenie Baker Street 221B, czyli miejsce związane z Sherlock’iem Holmes’em.

Gdy tylko kupiłam bilety lotnicze do Londynu, byłam świeżo co po obejrzeniu wszystkich sezonów Sherlock’a. Fakt, zaczęłam oglądanie trochę w złej kolejności, bo od 3 sezonu, ale szybko nadrobiłam zaległości. W oglądanie tego serialu wciągnął mnie mój chłopak, co w sumie nie jest nowością, po czym stałam się bardziej uzależniona od tej produkcji niż on. Padło pytanie, czy odwiedzę Baker Street 221B, gdy będę w Londynie i jak się domyślanie, odpowiedzieć brzmiała „tak”. Stąd też nie mogłam sobie odpuścić tego punktu na mapie Lonynu i na sam koniec naszego pobytu udałyśmy się w to miejsce jadąc metrem z Notting Hill, wysiadając na Oxford Circus Statnion, a następnie idąc w górę Regent St, Langham Pl, Portland Pl, skręcając na lewo w Park Cres, następnie idąc Marylebone Rd aż doszłyśmy do Baker Street. Na skrzyżowaniu kierując się na prawo doszłyśmy do celu i tak naprawdę, gdyby nie szyldy, w życiu bym nie poznała, że to jest właśnie to miejsce, w którym była kręcona cała akcja!

Processed with VSCO with a6 preset

To już koniec wycieczki po Londynie. Mam nadzieję, że Was totalnie nie zanudziłam, a relacja choć w niewielkim stopniu pozwoliła Wam poznać to miasto. Londyn jest niesamowitym miejscem, do którego uwielbiam wracać. Moim małym sekretem jest to, że nigdy tego nie przyznałam, póki nie postawiłam tam pierwszy raz nogi. Dopiero po wizycie zrozumiałam, skąd ten zachwyt tłumów nad tym miastem. I choć moim marzeniem zawsze był Rzym, Barcelona (którą widziałam i chcę ponownie odwiedzić), Paryż, Lizbona, a Londyn gdzieś tam przy okazji, jak znajdą się wolne fundusze, to cieszę się bardzo, że rok temu miałam okazję pojechać tam własnie „przy okazji” i zarazić się miłością do stolicy Wielkiej Brytanii. Wiem doskonale, że jeszcze tam kiedyś wrócę. I pewnie będę się zachwycać, jakbym była pierwszy raz! 🙂

Comments

comments

Dodaj komentarz