podsumowanie stycznia 2017 2

Podsumowanie miesiąca: styczeń 2017

Za nami pierwszy miesiąc tego roku. Przez chwilę miałam wrażenie, że nic przez te 31 dni się nie wydarzyło, jednakże po spojrzeniu w kalendarz moje podejście do minionego miesiąca przewektorowało się o 180 stopni. O styczniu mogę powiedzieć, że to był czas planów i zmian, o czym zaraz więcej napiszę. Oczywiście, mam nadzieję, że każdy miesiąc będzie się tym charakteryzował, gdyż te dwie czynności niesamowicie wpływają na rozwój. Dobrze jest zatem zacząć nowy rok z kopyta i nie czekać na kolejną specjalną okazję. W końcu tą specjalną, co poniektórym, miała być właśnie zmiana  na liczniku: 2016 -> 2017. U mnie akurat nowym rok nie był motywacją, gdyż ta była we mnie silnie pielęgnowana od dawna, jednakże w delikatnym stopniu zapewne przyczynił się do realizacji niektórych planów. Można uznać to za szczęśliwy zbieg okoliczności bądź podświadome działania. Ja stawiam na miks obu. Dodatkowo nowy rok należał do wielu pozycji, które obejrzałam na ekranie i nimi z chęcią się z Wami podzielę. Jeśli chodzi o pozycje literackie, głęboko wierzę, że w następnych miesiącach lista przeczytanych książek będzie znacznie dłuższa 🙂

Przejdę jednak do sedna. Styczeń, jak i każdy nadchodzący miesiąc, przestawię w liczbach:

  • 5 stylizacji na blogu – myślę, że to całkiem przyjemna suma, patrząc na aktualne warunki atmosferyczne i ogromne mrozy jakie ostatnimi czasy nas dotykają.

Jeśli chodzi o okrycia wierzchnie, jak widać, zielony futrzak jest na prowadzeniu. Zawsze chciałam mieć kolorowe futerko i ogromnie się cieszę, że udało mi się upolować to w Zarze podczas wyprzedaży. Jego cena nie zwaliła mnie z nóg, za tego urok zdecydowanie. Zapunktował dodatkowo kolorem, w którym czuję się doskonale, zatem ciężko było mu się oprzeć. Okej, plusem jest również to, że nie wyglądam w nim jak prawdziwy włochaty potwór. A dreszczyk emocji był, przy wyciąganiu go z pudełka i mierzeniu przed lustrem 😀

Cóż mogę więcej dodać? Uwielbienie do weluru dalej trwa i coś czuję, że w lutym się ono nie zakończy. Zdecydowanie nie! Bez względu na to, w jakiej formie pojawia się w stylizacji, mam wrażenie, że przyćmiewa resztę elementów oraz zachwyca czyniąc równocześnie stylizację niepowtarzalną. Czyż się mylę? 🙂

stylizacje1-horz

zestaw 1 | zestaw 2 | zestaw 3 | zestaw 4 | zestaw 5 

  • 1 wycieczka do Białowieży. Ten punkt był już w planach nawet w listopadzie, ale do końca roku nie było możliwości wybrać się za miasto, dlatego cieszę się ogromnie, że zrealizowałam to w styczniu. Zależało mi na bajecznej zimowej aurze, gdyż nigdy nie byłam w Rezerwacje Żubrów zimą, za to w porze letniej wiele razy. Przy okazji każdej wizyty w tym miejscu nie mogę nadziwić się pięknu zwierząt, które zamieszkują zagrody. A od kiedy zaczęłam sama robić zdjęcia, marzy mi się uchwycenie tych pięknych okazów na łonie natury. Może przy okazji kolejnej zimy, gdy wyposażę się w teleskopowy obiektyw i dobrze zaplanuję taką wycieczkę uda mi się zrealizować to małe marzenie. A kto wie, może i uda się jeszcze przed wiosną. W tej kwestii jestem optymistką 😀

Processed with VSCO with a4 preset

relacja z wyjazdu >klik<

stylizacja: kurtka, plecak, czapka Femi Stories | spodnie Monashe | buty Timberland 

  • 1 wypad do Supraśla i pierwsze latanie dronem zimą. Okej, przy -10 stopniach na termometrze sterowanie tym małym wariatem nie jest zbyt przyjemne, gdyż nawet w rękawiczkach palce dosłownie odpadają, ale frajda była niezła. Do tego spędziłam świetne popołudnie z ojcem i bratem, a że należę do osób rodzinnych, takie chwile szczególnie pozostają w mojej głowie i wielokrotnie do nich wracam. Nie będę ukrywać, wypad ten miał na celu podszkolenie naszych umiejętności, zapoznanie się ze sprzętem i wykorzystanie przy tym dobrych warunków atmosferycznych (znikomy wiatr i brak opadów), a zdjęcia, które udało się uchwycić się jedynie próbami. Wierzę jednak w to, że w przyszłości dron będzie w chodził w stały skład wyposażenia, jeśli chodzi o sprzęt, podczas wielu wypraw i wzbogaci galerię zdjęć jaką będę Wam prezentowała 🙂

Processed with VSCO with j2 preset

stylizacja: kurtka, czapka Femi Stories | spodnie Monashe | buty Timberland 

  • 2 zaplanowane podróże, czyli #neonowaonthego na całego 😀

A teraz powolutku o co chodzi. Na początku stycznia wraz z chłopakiem spotkaliśmy się przyjacielem, który aktualnie mieszka w Alicante. Jak długo tam zostanie? Wiemy, że do lipca. Zawsze chcieliśmy go odwiedzić, ale nigdy nie było nam po drodze. Kiedyś już mieliśmy okazję, to studia nam nie pozwalały na takie wyjazdy, a później kolega wrócił na niecałe dwa lata do Polski i szczerze powiedziawszy nie sądziliśmy, że ponownie tam wyjdzie. Ale się wyprowadził na kolejny rok, tym samym tworząc nam okazję do odwiedzenia go Hiszpanii. Temat ten został poruszony podczas spotkania i tak naprawdę niecały tydzień później mieliśmy już zakupione bilety lotnicze. Pod koniec kwietnia będziemy grzać tyłki na plaży, pić drinki z palemką oraz odkrywać nowe miejsca na ziemi.

Gdy minęła mi euforia związana z zakupem biletów do Alicante (okej, jeszcze mi nie minęła na dobre i nie minie do czasu wyjazdu, a pewnie będzie nawet narastać, ale nie zaprząta mi ona głowy na tyle, że nie jestem w stanie działać), pomyślałam sobie, że z ciekawości popatrzę na ceny biletów lotniczych do innych miejsc w Europie. Chwilowo była to ciekawość, ale szybko przerodziła się w pragnienie znalezienia czegoś w super niskiej cenie, aby tylko móc tam polecieć na przedłużony weekend i tym miejscem okazał się Londyn! Ponownie wracam do stolicy Wielkiej Brytanii na 4 dni w marcu i już nie mogę się doczekać. Ostatni mój wyjazd do Anglii zakończył się tym, że w Londynie spędziłam jeden dzień, maszerując od punktu A do punktu B i tak obskoczyłam ważniejsze miejsca turystyczne w tym mieście. Tym razem planuję się jednak lekko nasycić atmosferą Londynu i szczerze powiedziawszy, czekam na ten 18 marca z ogromną niecierpliwością. Cały wyjazd podsycił jeszcze serial Sherlock i jedynie bardziej mnie nakręcił na ten wypad. Chłopak się mnie pytał, czy odwiedzę Baker Street 221B. Proste, że tak! 😀

Do Londynu jadę wraz z koleżanką, którą już uprzedziłam, że będzie moją modelką przez 4 dni. Ze względu na fakt, że każda jej prośba chłopaka o zdjęcie, kończy się „telefonem przyklejonym do nosa”, nie wypowiedziała ani jednego słowa sprzeciwu 😀 Zatem, poza widokówkami, szykujcie się na zdjęcia street style i portrety w moim wydaniu. Ależ to będzie twórczy i pełen emocji wyjazd!

  • 1 impreza w Rejsie, czyli kolejna edycja „Girls in power”. Tym razem gwiazdą wieczoru była Kasia znana z Instagrama jako Tasteblumblum, a LayDj królowała jako dj-ka. Nie będę ukrywać, na tej imprezie bawiłam się doskonale i mam nadzieję, że osoby na niej będące podzielają moje odczucia. Podczas wydarzenia wybrałyśmy również (ja i Pola, czyli #neonowateam i Ewelina z Flawless) kolejną dziewczynę, która wygrała u nas sesję zdjęciową i jest nią Martyna (IG: siostramartynka). Termin sesji jeszcze nie jest ustalony, ale efekty z pewnością pojawią się u mnie na stronie. Stay tuned!
Processed with VSCO with j2 preset
Processed with VSCO with hb1 preset

Ewelina z Flawless, Martyna oraz moja bratnia dusza w tworzeniu całego bloga – Pola 

  • 1 zmiana na mojej głowie – czyli ponownie wróciłam do mojej ulubionej długości włosów. Fryzura może nie jest super praktyczna, ale czuję się w niej jak młody bóg, do tego bardziej kobieco i młodziej (tak, tak, lata lecą :D).  Zabierałam się do tej zmiany chyba 2 miesiąca, ale w końcu pod pływem impulsu (i tego, że byłam kierowcą ojca kilka dni, a on również szedł do fryzjera :D) nastąpiła zmiana na lepsze. Teraz muszę się tylko pilnować, aby częściej zaglądać do fryzjera w celu zachowania tej długości. Jak się moje plany skończą, sama nie umiem tego przewidzieć. Chwilowo jestem na fali euforii 🙂

Processed with VSCO with j5 preset

top Shein | pomadka Golden Rose LONGSTAY 14

  • 1 dokończona książka – czyli „Kobiety, które wstrząsnęły światem mody”, to 340 stron poświęconych dwunastu wpływowym kobietom – projektantkom -wizjonerkom świata mody. Książka zawiera krótkie biografie Bertin, Paquin, Lanvin, Vionnet, Chanel, Schiaparelli, Ricci, Gres, Carven, Rykiel, Westwood oraz Prady. W zwięzły sposób opisuje jak przebiegała ich kariera, czego dokonały, jakiego stylu były prekursorkami.

Mimo że męczyłam tę pozycję bardzo dłuuugo, uważam ją za doskonałą dla osób, które pokrótce chcą się dowiedzieć najważniejszych faktów o tych niesamowicie zdolnych kobietach. Osobiście lubię czytać biografie poświęcone danej projektantce bądź projektantowi, dlatego tę książkę traktuję jako wprowadzenie do przyszłych moich lektur oraz krótkie przypomnienie faktów tyczących się projektantek, których czytałam już bardziej rozwinięte biografie. Uważam tę pozycję za wartą posiadania na półce, z pewnością do niej wrócę i mam nadzieję, że następnym razem przeczytam ją jednym tchem, a nie rozbiję lekturę na kilka miesięcy.

Grzebalkowska_Beksinscy_500pcx-horz

  • 1 rozpoczęta książka, która totalnie mnie pochłonęła, to ponad 40o stronnicowa biografia Beksińskich.

Czy trzeba znać się na malarstwie i kojarzyć obrazy Zbigniewa Beksińskiego, by usiąść do lektury tej książki? Zdecydowanie NIE. Osobiście chciałam chwilę odsapnąć od książek związanych z modą i przeczytać coś innego. Wiedziałam kim był Beksiński, zatem to z pewnością lekko kierowało mnie przy wyborze kolejnej lektury. Jednakże jest to pozycja, która może zaciekawić nawet ludzi, którzy nie interesują się malarstwem, czy ogólnie sztuką. Nasycona cytatami Beksińskiego, jego rodziny oraz ludzi z otoczenia pozwala w rzetelny sposób poznać świat malarza. Przywołane anegdoty dają obraz artysty oraz opisują jaką drogę przeszedł, by stać się sławnym malarzem. Ale Beksińskich było dwóch i choć obrazy Zdzisława były mroczne, był on pogodnym człowiekiem, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o Tomku (syn Beksińskiego), który wyrósł na człowieka porywczego, samotnego, do czego sam się często przyznawał, a zarówno delikatnego, którego mam wrażenie, że rzeczywisty świat często przerastał, o czym świadczą próby samobójcze. Historia tej rodziny z pewnością nie jest usłana różami, ale w 100% warta poznania. I choć książki jeszcze nie skończyłam (zostało mi niecałe 100 stron), gorąco polecam!

  • 2 obejrzane seriale – The Crown i Sherlock. 

Nowa produkcja Netflix’a – The Crown, to serial biograficzny mający miejsce w latach 40-60 XX w. przedstawiający ostatnie lata panowania króla Jerzego VI oraz wstąpienie królowej Elżbiety II na tron. Świetny serial, wart poświęcenia każdej minuty każdego odcinka. Doskonałe kadry, dają wrażenie jakbyśmy oglądali kinową produkcję. Dobrane kostiumy wzbudzają zachwyt, nie tylko jeśli chodzi o doskonałe odwzorowanie epoki, ale także kwestie estetyczne  oraz historia – historia, która niemalże owiana tajemnicą została w ciekawy sposób wyreżyserowana i przedstawiona światu w postaci tego serialu. Nie jest to produkcja z nagłymi zwrotami akcji, ale mimo tego bardzo wciągająca. W końcu każdy jest ciekaw, co dzieje się za murami pałacu Buckingham 😉

Do oglądania Sherlock’a zachęcił mnie chłopak, gdy skończyliśmy oglądać seriale z listy „do obejrzenia„, czyli wystartowaliśmy od razu po Koronie. Wystarczył jeden odcinek trzeciego sezonu, bym się wkręciła na dobre i szybko nadrobiła pierwszych sześć. Zawsze uwielbiam filmy, seriale, książki detektywistyczne, zatem tematyka Sherlock’a idealnie trafia w moje gusta. Do tego nie brakuje w tym serialu angielskiego humoru, który bawi mnie do łez. W przypadku tej produkcji nie cofamy się w czasie, zatem jeśli ktoś jest miłośnikiem Londynu, to dodatkowo powinno to zachęcić do oglądania tego serialu. Benedict Cumberbatch odgrywa tutaj słynnego Sherlocka i nie będę ukrywać, potrzebowałam dwóch odcinków, by przekonać się do tego typowego Anglika. I choć w pierwszym odcinku zastanawiałam się, co w nim takiego pociągającego, tak ostatnim sezonie miałam dylemat, który z Panów, tak Panów, bo Sherlock miał towarzysza – doktora John’a Watson’a, granego przez Martin’a Freeman’a, jest przystojniejszy (Martin jest tu doskonałym przykładem jak świetnie dobrana fryzura może wpływać na wizerunek :D). Zatem, jak sami widzicie, powodów do obejrzenia tego serialu jest wiele, a ja z pewnością jeszcze do niego wrócę, bo to jednak z tych produkcji, która się po pierwszym razie nie nudzi 😀

The-Crown-season-1-poster-horz

  • 8 obejrzanych filmów

Taaaak, ten miesiąc należał do bardzo intensywnych, jeśli chodzi o oglądanie. Oczywiście w moim przypadku, bo jestem w stanie uwierzyć, że są osoby, dla których mój rekord jest pikusiem 😀

Tematyka była tak naprawdę zróżnicowana. Część miałam okazję oglądać na TV, część zapuściłam sobie na laptopie. Dosłownie w maksymalnie dwóch zdaniach odniosę się do każdego filmu, a do to tych, które szczególnie polecam obejrzeć, wstawię trailer.

images-horz

Styczeń zaczęłam od mocnego filmu i był nim Point break. Zdecydowanie polecam! Oglądając niemalże wszystkie sceny, podczas których przedstawiane były sporty ekstremalne, dla mnie niewykonalne (przynajmniej chwilowo przez blokadę w głowie), miałam mokre ręce. Teraz nawet gdy piszę ten tekst powoli zaczynają mi się pocić. Poza główną fabułą, która tak naprawdę jest moim zdaniem drugiem planem, jedynie podkładem do tego filmu, by całość miała jakiś sens, oglądamy ludzi, którzy nie mają w swoim życiu barier. Adrenalina jest i motorem napędowym i przez szukanie nowych wrażeń i ich realizację mają chęci do życia. Oglądając ten film odniosłam wrażenie, jakby nie mieli pojęcia co to strach i czasem nawet im tego zazdrościłam. Film dostarcza mocnych wrażeń, a wręcz piorunujących dla osób, którym daleko do takiego sposobu bycia i życia. Zdecydowanie wart obejrzenia 🙂

500 dni na miłość – typowa romantyczna komedia i historia o miłości bez happy endu, jednakże film, jakby mogłoby być inaczej, oczywiście posiada szczęśliwe zakończenie. Z pewnością uczy, że na jednej nieszczęśliwie kończącej się miłości, życie się nie kończy,  a przy pozytywnym nastawieniu i otwartości zawsze znajdzie się dwoją drugą połówkę.

Części zamienne – to historia nauczyciela robotyki, który tak poprowadził swoich uczniów – licealistów, aż osiągnęli oni sukces międzyszkolny i uwierzyli w sobie, swoje możliwości i zdolności. Ładna i poruszająca fabuła.

Brooklyn – historia pewnej dziewczyny z Dublina, która przepłynęła Atlantyk migrując w nieznane do Ameryki, by tam zacząć swój kolejny etap w życiu. Piękna historia o ludziach na emigracji, ich tęsknocie za krajem i rodziną, aklimatyzacji w nowym miejscu oraz poruszająca historia miłości, która spotkała dwoje młodych ludzi i związała ich na zawsze. Łezka nie raz kręci się w oku podczas oglądania tego filmu i z pewnością jest warta tej produkcji 🙂

7722530-horz

Zjawa – mocne sceny, dużo krwi i Leonardo. Jednakże szczególnie mnie nie porwał, jeśli chodzi o fabułę, stąd też nie uznałabym tego filmu za najlepszy w nominacjach do Oscara. Jednego jestem pewna – ciary mnie przechodziły, gdy za każdym razem widziałam rany aktora i wyobrażałam sobie siebie na jego miejscu. Budzi emocje, dlatego zdecydowanie należy do filmów, które warto obejrzeć.

Osobliwy dom pani Peregrine – miłośnicy baśniowych klimatów i filmów Tim’a Burton’a z pewnością będą zachwycenia. Nadprzyrodzone moce, magiczna kraina i ciekawa historia składają się na film, przy którym miło jest odpłynąć na chwilę w nierealny świat. Film dla osób w każdym wieku lubiących takie klimaty 🙂

5 fala – zagłada, obcy, wyginięcie ludzkiej populacji. Brzmi znajomo? Tak, to kolejna produkcja z cyklu: „Co by było gdyby, naszą planetę zaatakowali kosmici?”. Film lekki, jednak nie należał do tych szczególnie porywających. Z ciekawości jednak obejrzę drugą część, bo z drugiej strony interesuje mnie ciąg dalszy 😀 A może to fabuła jest tak przestawiona, że podczas napisów końcowych zastanawiamy się kiedy kolejna część? Przyjemny na wieczór, pod warunkiem, że ktoś lubi takie historie.

Projekt Lazarus – mną nieco poruszył, gdyż zahacza o tematykę religijną. Myślę, że każdy z nas nieraz się zastanawiał, czy niebo i piekło naprawdę istnieje i co rzeczywiście daje wiara w Boga. A co jeśli istnieje? Co jeśli trafimy do piekła, a tam naprawę minuta trwa jak wieki. Gorzej, co jeśli osoba którą kochamy trafi do piekła, a my nie i będzie skazana na męki po śmierci aż do nieskończoności? Na takie pytania nie ma odpowiedzi, bo jak wiadomo, zmarli nam nie są w stanie na nie odpowiedzieć. Na ten temat powstaje jednak sporo produkcji i czasami dają one do myślenia. Taki też jest ten film. Grupa naukowców igra ze śmiercią. Tworzą serum, które przywraca życie. Takim sposobem przywracają życie kobiecie pracującej z nimi nad projektem. Później dzieje się już tylko istne piekło.

  • 1 piosenka miesiąca – piosenka, którą tak naprawdę znałam wcześniej, ale po obejrzeniu filmu Point Break nie może mi wyjść z głowy. Zdecydowanie moje klimaty 🙂

To już koniec podsumowania stycznia. Mam nadzieję, że taka forma urozmaicenia wpisów na blogu Wam przypadnie do gustu, a ja będę miała czym się dzielić w następnych miesiącach. Dajcie znać, co myślicie i dziękuję wszystkim, którzy przetrwali do końca 🙂

Comments

comments

Dodaj komentarz